niedziela, 14 sierpnia 2016

Rozdział 3

Dla anonima, który... (pod tekstem)



Po pewnym czasie udawanie związku przed małą Smudą stało się nie lada katorgą. Dziewczynka nie odstępowała rodziców na krok, ciesząc się z tego, że oboje nareszcie żyją w zgodzie. Wielokrotnie próbowała nawet ich swatać. Któregoś wieczoru, gdy Andrzej przyjechał ich odwiedzić, dziewczynka postawiła sobie za priorytet urządzić dorosłym romantyczną kolację.
- Matyldzia, co ty tam wyrabiasz? - z salonu odezwał się Falkowicz, który do tej pory zajęty był rozmową z Kasią. - Nie waż się dotykać kuchenki!
- Jestem już duża, nie możesz mi zabraniać! - krzyknęła z drugiego pomieszczenia, niestrudzenie śledząc przepis na spaghetti. W pocie czoła przyrządzała ciepłe danie, które miało być tym głównym na eleganckiej kolacji. Problem niestety polegał na tym, że dziewczynka jeszcze nigdy nie przyrządzała wspomnianego przysmaku sama. Zawsze pomagała jej w tym Kasia, lecz tym razem nie pozwalała mamie mieszać się w swoje ambitne plany.
Zadanie okazało się wysoce ryzykowne, gdy makaron wciąż pozostawał zbyt twardy, a wody w garnku konsekwentnie ubywało. Niestety to nie był jedyny problem Matyldy. Sos pomidorowy również wyszedł zbyt blady i co najgorsze - piekielnie ostry. Z tym ostatnim lekko przerażona postanowiła rozprawić się najprościej.
- Po prostu postawie wodę. - wzruszyła w końcu ramionami i dalej mieszała swoje danie.
- Czujesz? - Andrzej nie potrafił skupić się na kobiecie, kiedy w kuchni krzątała się jego nastoletnia podopieczna. Nigdy nie pozwalał jej dotykać się do kuchenki w jego mieszkaniu, dlatego i tym razem nie był pewien, czy mała bezpiecznie obchodzi się z takimi sprzętami. - Coś się przypala.
- Oczywiście... będę miała co szorować. - Smuda była rozdrażniona tym, że nie miała wstępu do własnej kuchni. Doskonale znała talent swojej córki do gotowania. Owszem, wychodziło jej co nieco, ale Kasia zawsze kontrolowała zamiary dziewczynki. Lecz o jej bezpieczeństwo była mimo wszystko spokojna.
- Chyba powinniśmy jej przerwać. To przestaje się robić zabawne.
- Czekaj. - pociągnęła mężczyznę za jego krawat, zmuszając go by na nowo usiadł tuż obok na kanapie. - Tylko ją zdenerwujesz. Niech sobie gotuje.
- Przecież się poparzy! Wyleje coś na siebie i nieszczęście gotowe! - z coraz większym niepokojem analizował dochodzące go zapachy. - Zaraz trzeba będzie jechać na pogotowie, a tam dyżur ma pewnie Zapała. Blizna na całe życie... - zacisnął w końcu wargi, gotowy ruszyć do kuchni, gdy tylko usłyszy coś niepokojącego.
- Przesadzasz. Ona ma już trzynaście lat.
Tymczasem Matylda zrozpaczona wywalała właśnie do kosza przypalony makaron, do którego na śmierć zapomniała dolać wody. Nie udało się jej także nasycić koloru sosu, myślała nawet aby poprosić o pomoc swoją mamę, ale wtedy z romantycznej niespodzianki byłyby nici. Zmartwiona wyłączyła ostatni palnik i usiadła załamując ręce na stołku kuchennym. Jej plan się nie powiódł, co więcej - wyszło gorzej niż się tego spodziewała. Obawiała się, że już zawsze pozostanie dzieckiem "z rozbitej rodziny", jak zwykły mówić jej koleżanki.
Wyszła w końcu z fartuszkiem owiniętym (był zdecydowanie za duży) wokół bioder. Z podniesioną głową i trudnym do odczytania wyrazem twarzy poinformowała w końcu zdenerwowanych niewiedzą rodziców, że za chwilę poda kolację.
- Zaczyna się. - mruknął pod nosem profesor, odchylając się od Kasi. - Jak ty jej nie powiesz, to jak Boga kocham - jeszcze dzisiaj zrobię ja. - Kasia spojrzała na niego niepewnie. - Kobieto, to się robi niebezpieczne! - to nie była pierwsza próba zeswatania pary, lecz zdecydowanie najuciążliwsza dla skołatanych nerwów Andrzeja.
Dziewczynka pewnie krzątała się po salonie, a ich oczom z czasem ukazała się pełna zastawa stołu, razem z kieliszkami do wina i świeczkami, które oczywiście na samym końcu zapaliła.
- A wino? - zdumiony Falkowicz uniósł jedną brew, przypatrując się elegancko zastawionemu stolikowi w salonie. Matylda pobiegła od razu po gorący dzbanek, w którym zaparzyła herbatę. Mężczyzna, gdy tylko ujrzał co mu przyjdzie pić w drobnych szkłach przeznaczonych do czerwonego wina westchnął ciężko.
Kasia dotąd z oczyma szeroko otwartymi, gdy tylko spostrzegła kątem oka reakcję kochanka zaśmiała się w głos.
Matylda ostatecznie zadbała o to, by na stole pojawiło się jakieś jedzenie. W zdobnym szklanym naczyniu podała gotowy sos, a w wiklinowym koszyczku ułożyła starannie pokrojony chleb.
Oboje rodziców byli bardzo zaskoczeni kreatywnością ich pociechy. Ostatecznie odetchnęli z ulgą i podziwiali efekty ciężkich starań córki.
  Późnym wieczorem, gdy Andrzej miał już zbierać się do drogi, postanowił jeszcze, że zajrzy do Matyldy, która od kilku godzin siedziała we własnym pokoju. Chciała naturalnie dać rodzicom jak najwięcej swobody, dlatego też udała, że musi wcześniej położyć się spać.
Profesor uchylił drzwi do malutkiego pokoju pociechy i ujrzał leżącą tyłem do niego dziewczynkę. Podszedł do jej łóżka i usiadł na skraju. Westchnął ciężko i mruknął w ciemnościach słowa skierowane do córki.
- Wiem, że się starałaś. - wspomniał, jak zakrztusił się ostrym sosem i popijał go herbatą w kieliszku, a Kasia dławiąc się ze śmiechu katowała jego plecy. - Ale chyba już dosyć tych swatań, co? - doskonale wiedział, że nie śpi. - Wytrzymaj do jutra, hm? Mamy ci coś z mamą do powiedzenia. - odetchnął z ulgą, gdy Kasia uległa w końcu jego namową i zgodziła się ujawnić przed własnym dzieckiem. Uśmiechnął się bezradnie w ciemnościach i pochylił się nad dziewczynką, by pocałować ją w policzek. Poprawił jeszcze kołdrę i wyszedł z pokoju, by udać się w końcu do własnego domu.

- To teraz będziemy wreszcie razem mieszkać? - jak wyrocznia siadła na przeciw pary, która z oczyma wielkości solidnych monet przypatrywała się córce. Choć właściwie profesor jakby złagodniał na twarzy po chwili i uśmiechnął się dumnie. Spojrzał kątem oka, znad uśmiechu na kobietę obok i z perfidią w zamiarach dał jej odpowiedzieć.
- Kochanie, oczywiście że nie. - odezwała się łagodnie. - Nie masz się czym martwić, wszystko zostanie tak jak do tej pory po staremu. - dodała, jakby sądziła, że tego właśnie oczekiwała nastolatka. Dziewczynka jednak głęboko zdziwiła się słowami matki. Coś musiało pójść nie tak, bo skoro są parą, to dlaczego nie chcą razem zamieszkać?
- To kochacie się, czy nie? - oparła wyprostowane w łokciach ręce o nogi i z surową miną lustrowała kochanków. Falkowicz po raz kolejny zachowywał milczenie.
- Co to za pytanie! - prychnęła Kasia, marszcząc gniewnie brwi.
- No to dlaczego nie chcesz się wprowadzić do taty? - jęknęła - Coś zrobiłeś, tak? I mama się na ciebie gniewa? - zwróciła się do tego milczącego w towarzystwie.
- Matyldzia, po pierwsze - nie takim tonem. - choć cała ta sytuacja trochę go bawiła, to jednak pozwolił sobie zagrać surowego rodzica. - Do matki odnoś się zawsze z szacunkiem moja damo. Po drugie - nie mam nic przeciwko żebyście się tutaj wprowadziły choćby dzisiaj. - dodał swobodnym tonem, opierając się zaraz potem o kanapę. Z pozoru błahe słowa, niewiele znaczące, lecz siła sugestii przekazana dziecku jest ogromna. Młoda pociecha zapewne zadziała w tym cichym sporze o wiele skuteczniej niż sam Falkowicz. Racja - cios poniżej pasa, ale czy mógłby nie wykorzystać tak silnego ruchu?  Dla Andrzeja najważniejsze było to, że działał dla dobra ich wszystkich. Przyśpieszył jedynie to co nieuniknione. Genialne w swojej prostocie, nie prawdaż?
- Ekstra! Jedziemy się spakować? - krzyknęła podekscytowana, szczerząc się ze szczęścia do gotującej się ze złości kobiety. - No mamo, na co czekasz?
- Aż ktoś zapyta co ja o tym sądzę. - syknęła, spoglądając gniewnie na zadowolonego Falkowicza.
- Kochanie, no chyba nie masz nic przeciwko. - mruknął zdecydowanie za słodko, obejmując dłonią talię kochanki. Zbyt czule i w nie odpowiednim momencie, bo Kasia aż kipiała z gniewu. - Tak będzie nawet łatwiej... - mruknął jej nad uchem, a nie wiedzieć dlaczego na myśl jej przyszły nagle same nieprzyzwoite myśli.
- No! I będę miała swój własny ogród, z huśtawką! - rzuciła dziewczynka, nie zauważając rozpływających się nad sobą rodziców.
- Dziecko, przedyskutujemy to jeszcze. - westchnął wybity z brudnych myśli przybrany ojciec dziewczynki.
Kasia całą resztę dnia próbowała uspokajać zapały dziewczynki do wielkiej przeprowadzki. Nie miała jeszcze odwagi na tak radykalną zmianę. Bała się, że ich świeży związek może nie przetrwać tak nagłej próby. Andrzej natomiast był po raz kolejny pewny swego. Jego zdaniem nie było czasu na takie dylematy. I choć do tego się nie przyznawał, to cały czas miał w głowie Filipa, pacjenta, z którym przez długi okres pobytu w Leśnej Górze dzielił salę na onkologii. Chłopak był od niego młodszy, a zmarł zanim zdążył dopełnić wszystkich swoich planów. Falkowicz bał się, że i jemu nie starczy czasu na poważne deklaracje. Postanowił wszystko przyspieszać i czerpać z tych chwil całą pełnie szczęścia. Nie było tu miejsca na zawahania, czy dylematy. Jego działaniom przyświecał jeden cel - nigdy nie wypuścić Jej z rąk.

Tego samego dnia, późnym wieczorem do brata postanowił zawitać Adam. W związku z tym, że obecnie przebywali razem z Consalidą w Polsce na urlopie od pracy hiszpańskim szpitalu, to czas wolny spędzali właśnie na odwiedzinach u bliskich.
Krajewski minął się w drzwiach z Kasią, która niestety nie dała się przekonać Andrzejowi na wspólną noc. Kobieta rozstać się jednak musiała z córką, która zawiedziona postawą matki w sprawie przeprowadzki odmówiła powrotu do domu. Tak więc obaj panowie dziwnie przygnębieni, lecz każdy inną sprawą, zasiedli na kanapach profesorskiego salonu.
Andrzej widząc zmartwienie na twarzy brata, nie żałował swojej whisky, także i sobie. Nalał odrobinę do swojej szklanki i zdecydowanie więcej do szklanki gościa. Rozsiadł się na przeciwko chłopaka jeszcze przez chwilę analizował w ciszy jego minę.
- Brat... - zaczął w końcu - Jak to jest opiekować się nie swoim dzieckiem? - podjął zupełnie poważnie. Falkowicz niespiesznie uniósł brwi, zdumiony pytaniem.
- Zakładam, że młodsza Consalida dała ci popalić. Nic dziwnego, skoro mała diablica ma w sobie choć krztę krwi Wiktorii. - wspomniał, gdy przed laty pierwszy raz ujrzał ową dziewczynę.
- Nie o to chodzi... - lekko gubił się w zeznaniach. - Blanka zachowuje się w porządku. Jak na nastolatkę, która kiedyś była zakochana w ojczymie... - dodał z jakąś niechęcią do delikatnych wspomnień. - Ona po prostu jest.
- I myślisz o morderstwie. - dokończył z kpiną Falkowicz. Niecierpliwił się, a Adam tylko zwlekał z wyjaśnieniami. - Kocham cię, ale wolność mi miła. - westchnął, poprawiając kołnierz białej polówki, choć z przyzwyczajenia szukał tam krawatu.
- Potrzaskało cie? - zdenerwował się gość, gdy profesor zaczął bagatelizować jego problemy. - Wiesz co, nie potrzebnie tutaj przychodziłem. - zerwał się do wyjścia
- Czekaj! - posłuchał. Obrócił się, by spojrzeć na brata i czekał na jego słowa. - Powiedz w końcu co cie gryzie. Konkretnie. - Krajewski uspokoił nerwy i rozmyślał nad sensowną odpowiedzią.
- Blanka zawsze już będzie pomiędzy nami. To już dorosła dziewczyna, więc nie będę jej niańczył, ale w naszej trójce jestem właściwie dla niej nikim. Nie mam w jej oczach żadnego znaczenia. A Wiki daje mi to odczuć. To nas jakby oddala od siebie. - z ogromną bezradnością w oczach spojrzał na Andrzeja.
- Może i Matylda nie jest moją biologiczną córką - zaczął powoli profesor, odpowiadając w końcu na pierwsze pytanie brata. - Ale spędziliśmy ze sobą tyle czasu, żeby sobie zaufać. - Adam notował w pamięci niebezpośrednie rady Falkowicza.
- Czyli co? "Czas leczy rany"? - zacytował popularną sentencję, lecz mężczyzna kontynuował swoją mowę.
- Biologia dla mnie nie ma tutaj żadnego znaczenia. Kocham ją jak własne dziecko, więc nim jest. I tak je traktuje.
- A jak ja nie będę potrafił tak pokochać Blanki? - szczerze w to wątpił, że jeszcze uda mu się ta sztuka.
- To masz problem. - profesor wzruszył obojętnie rękoma, pociągając łyk gorzkiej whisky. W głębi duszy jednak zakpił z naiwności brata, który z biegiem czasu stawał się mimo wszystko dojrzalszy. Mężczyzna stateczny potrafi uporządkować sobie w głowie swoje priorytety, dlatego Andrzej nie miał wątpliwości co to tego, że Adam w końcu odnajdzie się w trudnej sytuacji. - Może chociaż młoda Consalida obdarzy cię promiennym uczuciem. Albo cie znienawidzi. Bo prędzej czy później staniesz się jej ojczymem. - i nie miał tutaj na myśli zmiany stanu cywilnego, lecz stanu umysłu wspomnianej trójki.
- Wiesz co brat? Zazdroszczę wam takiego układu. Nie jesteście z Kaśką razem a mimo to wspólne wychowujecie Matyldę. I zero problemów. Wszystko jasne. A i dla ciebie lepiej. Bo może Wiki miała racje, że ta cała Smuda nie jest dla ciebie. Ty się starałeś, a ona uciekła z dzieciakiem za granicę. Skąd wiesz, że możesz jej zaufać w związku?
- Przekaż Wiktorii... - syknął ze złości Andrzej, który już od dłuższej chwili zaciskał w nerwowym tiku pięść. - Że moje uczucia, to już od dawna nie jej sprawa.
- Wiem stary, nie denerwuj się - Adam uniósł od razu dłonie w geście obronnym. - Martwimy się o ciebie, wiesz? Jak rodzina.
- Trzymajcie się swojej. Ja też będę. - dodał groźnie. - Bo tak się składa, że już jej zaufałem. A ona mnie. Jeśli się na tym przejadę, to wybacz rodzino, ale to nadal będzie moja własna sprawa.
Nie w taki sposób mieli się dowiedzieć o nim i Kaśce. Zdecydowanie nie w taki.






...który zażyczył sobie wspólnego mieszkania tych dwoje ;)





Uff poprawiane na szybko, także są na pewno jakieś będy, które poprawie jeszcze dziś ;)

6 komentarzy:

  1. Noo,mile się zaskoczyłam czytając ten rozdział,świetnie opisałaś starania matyldy w przygotowaniu tej kolacji ;D haha no i zatroskany falkowicz,to też świetnie można sobie wyobrazić,jestem bardzo ciekawa co dalej z tego wyniknie,jak zareaguje adam na to,że falko jest z kasią.. no no :D nie mogę się już doczekać,rozdział jak zawsze genialny,warto było czekać i warto czekać na każdy kolejny ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. jezzu świetny rozdział kochana! Czekam na następny rozdział,a w nim może już wstępna rozmowa jako dyrektora szpitala? hmm? no albo rozmowe adama z andrzejem,wprowadzenie się kasi,a może coś jeszcze innego? nie mogę się już doczekać nexta ! pozdrawiam
    -N

    OdpowiedzUsuń
  4. super rozdział! czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedy możemy się spodziewac nextu? :)

    OdpowiedzUsuń