poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Rozdział 6
Tego dnia czuł się już znacznie lepiej. Świadomość powrotu do życia zawodowego napełniała go jakże potrzebną mu energią. Nareszcie będzie robił coś znacznie produktywniejszego, niż krzątanie się po mieszkaniu bez celu. Powoli zaczynał miał dość tej stagnacji, dlatego propozycja Trettera okazała się dla niego lekiem na wszystkie zmartwienia. Może nie wróci do stołu, choć mimo wszystko tliła się w nim ta nadzieja, ale posada dyrektora to znośny zamiennik.
Wczesnym porankiem zszedł na parter swojego mieszkania. Obie jego kobiety jeszcze smacznie spały, więc skorzystał z nadarzającej się okazji, by przygotować im śniadanie. Nie wiele się zastanawiając wyjął z lodówki kilka jajek, na każdego odpowiednio przeliczona porcja. Matylda uwielbiała ugotowane, więc i takie postanowił zaserwować. Woda w garnku zawrzała, a on przygotowywał dodatki. Stół w końcu przybrał kolorów warzyw i owoców w postaci soków oraz zdobnej zastawy. Zadowolony z efektu spojrzał jeszcze na swój zegarek, ten na lewym nadgarstku. Odpowiednia pora, by zbudzić obie panny. W końcu rozpoczął się rok szkolny, Matylda musiała zdążyć na jego rozpoczęcie. Kasia natomiast miała tego dnia wolne. Od jakiegoś czasu pracowała w małej kancelarii, całkiem nie daleko Leśnej Góry. Zajmowanie się sprawami rozwodowym nie było wprawdzie szczytem jej ambicji, ale koniec końców zawsze to jakieś źródło utrzymania, a nie potrafiłaby żyć na finansowej łasce swego profesora, choć ten zaznaczył, że jako jego żona nie musi podejmować pracy. Wszyscy jednak wiemy, a jeśli nie to narrator jeszcze raz powtórzy, że Kasia to kobieta zbyt dumna i do końca samodzielna, by przyjmować wyżej wspomnianą propozycję swego partnera. On również był tego świadom. Trudno więc stwierdzić co nakazało mu składać takie deklaracje - męska duma, czy naiwność?
Andrzej ruszył zatem, by jako pierwszą zbudzić jego Matyldzie. Już w samym progu uśmiechnął się w ten swój charakterystyczny sposób. Widok rozgrzebanej kołdry i rozkraczonej na łóżku dziewczynki może nie był sam w sobie słodkim widokiem, ale profesora dotknęła sama jej obecność. Uświadomił sobie, że już zawsze będzie budził tego swojego szkraba do szkoły, bo ta nareszcie stała się częścią jego rodziny. Dawno nie czuł tego przyjemnego ciepła, rozlewającego się gdzieś w okolicy jego serca, dlatego teraz tak delektował się tym uczuciem. Powoli, przecież mieli jeszcze czas, podszedł do śpiącej córki i pochylił się nad nią. Szturchnął parę razy za jej ramię, przywołując imię małej Smudy. Ta mruknęła coś pod nosem i otworzyła w końcu swe zaropiałe oczy.
- Hę?
- Wstań, śniadanie czeka. - odrzekł pewnie, po czym wyprostował się. Spojrzał jeszcze na okno, by po chwili uchylić jedno jego skrzydło. Świeże powietrze powinno przekonać dziewczynkę do wysłuchania jego polecenia.
- Dorośli to mają fajnie. - mruknęła, stawiając swe gołe stopy na podłodze. Spojrzał na nią jeszcze w drzwiach zdumiony.
- Jeszcze zatęsknisz za szkołą. - chwycił za klamkę.
- Ty nie musisz pisać sprawdzianów. - mruknęła, niechlujnie poprawiając swoje rozczochrane włosy, by nie opadały na czoło. Otworzyła swą szafę, w której wisiał przygotowany strój apelowy.
- Mam za to wiele innych obowiązków. - miał już wychodzić, gdy mała zaczynała się przebierać. - Jeszcze wspomnisz te słowa moja damo. - dodał z półuśmiechem. Matylda prychnęła pod nosem, zupełnie jak jej matka miała w swym zwyczaju. Były do siebie takie podobne.
“Możesz mieć wysokie obcasy, garsonkę oraz groźną minę i być poważna jak koniec świata, a dla mnie i tak zostaniesz małą dziewczynką, którą trzeba ochronić przed burzą. ”
~ Piotr Adamczyk
Odwiózł małą do szkoły, lecz ani myślał wejść z nią do budynku. Owszem, miał ten zaszczyt rok wcześniej, nota bene był wtedy potwornie skrępowany, w końcu stał w gronie samych matek. Lecz na samo wspomnienie rozczulił się. Mała wynagrodziła mu całą tę niezręczną sytuacje z nawiązką, gdy usłyszał jak z dumą o nim mówi swoim koleżankom, jako swoim tacie. To właśnie był pierwszy moment, kiedy zapragnął zostać jej ojcem na dłużej.
A to już gimnazjum. Jego panna dorasta. W takich chwilach żałował, że nie był z nią od początku.
Dotarł wreszcie do szpitala, którym miał kierować. Dumnie zapiął jednym wyuczonym ruchem dłoni środkowy guzik w marynarce, ten na wysokości jego naturalnej talii, jak we wszystkich dobrze skrojonych tego rodzaju częściach garderoby. Zmierzył krótko budynek, by pewnym krokiem dotrzeć w końcu do jego wnętrza.
Tam czekał na niego już Tretter. Oczywiście panowie przywitali się silnym, męskim uściśnięciem dłoni, choć śmię twierdzić, że mimo to nie przepadali za sobą. Gra pozorów.
Falkowicz nie omieszkał obdarzyć dotychczasowego dyrektora do perfekcji opanowanym uśmiechem.
- Witamy na pokładzie profesorze.
- Chciałbym jednak od razu przejść do rzeczy. - nie lubił marnotrawienia czasu. - Chciałbym poznać majtków tego statku. - doprecyzował. Stefan zaśmiał się. Tak, ten na pewno nie miał talentów aktorskich. Lecz brnęli dalej w swej udawanej uprzejmości.
- Zatem zapraszam za mną. - ich miejscem docelowym okazał się pokój lekarski. Tam zebrana była cała załoga, a wśród nich znane mu już twarze. Naturalnie byli także nowo przyjęci lekarze, lecz tych obiecał sobie przetestować w boju.
Jak się domyślił z widocznych mu reakcji, personel został już uprzedzony o tym, kto zastąpi dyrektora Trettera. Zapomniał widać, jak szybko rozchodziły się plotki w tym szpitalu.
- Witam zebranych. - Falkowicz stał obok starszego chirurga, trzymając splecione dłonie za sobą i lustrując pewnie wszystkich zebranych. Jak zdążył zauważyć, nie każdy był zadowolony z jego awansu, nieliczni zaskoczeni, a ci najmłodsi dla odmiany zafascynowani taką sławą. Stażyści zapewne nie słyszeli o jego humorach. Zaśmiał się tylko w duchu z ich naiwności. Wszystko w swoim czasie, pomyślał. Jeszcze nie jeden zastanowi się nad zmianą kierunku. W końcu miał ambicje, by w jego szpitalu szlifować diamenty. Te plany już nabierały odpowiedniego kształtu w umyśle profesora, a swe marzenia zamierzał spełnić właśnie za pomocą tegoż szpitala, który miał już wkrótce stać się najlepiej wyposażoną placówką tego typu. A wszystko pod rządami samego Falkowicza i za jego skromną sprawą. Najpierw musiał tylko oddzielić ziarno od plew.
Nadszedł czas na kilka słów od nowego przełożonego dla zebranych tam lekarzy. Kilkanaście par oczu wpatrywało się w niego z prawdziwym zainteresowaniem, lecz nie myślcie sobie, że to choć trochę peszyło Falkowicza. Wręcz przeciwnie. Cała załoga czuła do niego respekt i to tylko budowało profesorskie ego. Właściwa osoba na właściwym miejscu.
- Nie zabiorę wam wiele cennego czasu. Miejsce lekarza jest przede wszystkim przy pacjencie. - zaczął, czym podbił serca młodziutkich stażystek. - Przejdę więc do konkretów. - szybko omiótł wzrokiem zebranych. - Zamierzam zmodernizować oddziały.
- Wspaniale, tylko w jaki sposób. - niechętnie przeniósł wzrok na siedzącego przed nim Barta. - Ja się bardzo cieszę, że pan profesor ma ambitne plany, ale dyrektor Tretter już coś podobnego obiecywał. - Falkowicz uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając się w myślach, co w takim razie (ponoć) światowej sławy neurochirurg robi w tak małej placówce.
- Z całym szacunkiem do pana dyrektora... - skłonił się lekkim dygnięciem w stronę Stefana - ale mam znacznie większe kontakty. A jak pan zapewne wie kontakty - tutaj spojrzał sugestywnie na córkę Burskich, a Barta narzeczoną, - są jak palec Boży. - uśmiechnął się złośliwie i kontynuował zanim profesor zdążył zareagować.
- Lekarze będą wysyłani na obowiązkowe szkolenia. W moim szpitalu nie ma miejsca dla turystów po medycynie.
- Będzie pan przeprowadzał z nami operacje? - wyrwała się jedna z młodziutkich dziewczyn, gdzieś z tyłu.
- Możesz być pewna dziecino, że będę patrzył wam na ręce. - Młoda lekarka zaczerwieniła się widocznie, a stojący na tyłach zamieszania Gawryło tylko pokiwał głową.
Po krótkim zebraniu i małej wymianie zdań z Bartem, Falkowicz udał się na oddział intensywnej terapii. Chciał zapoznać się także z najtrudniejszymi przypadkami w szpitalu. Prawdę mówiąc niewiele taka wiedza pomogłaby mu w prowadzeniu szpitalem, wszak to w większości papierkowa robota, lecz on miał w tym swój cel. Taki fetysz chirurga, by znać najbardziej wymagających podopiecznych.
- Chyba nie zamierzasz wracać do stołu operacyjnego. - pod OIOM'em spotkał Piotra. Spojrzał na niego tylko kątem oka, by po chwili na nowo przypatrywać się z zainteresowaniem kobiecie, która siedziała przy swojej córce. Miał wrażenie, że już gdzieś ją widział.
- Kiedyś na pewno. - mruknął, zamyślony.
- Gdybym nie widział twoich ostatnich wyników może i bym uwierzył. - pech chciał, że to właśnie do Gawryły zgłaszał się Andrzej z kontrolnymi badaniami w czasie jego ponowotworowej rekonwalescencji. A te sprzed miesiąca pozostawiały wiele do życzenia.
- Wiesz, że cofniecie się choroby to nie wszystko. - podjął przyjaciel. - Poza tym... nadal wyglądasz raczej marnie. - owszem, mężczyzna nie przytył nawet kilograma od ostatniej chemii, ale należało brać także pod uwagę ilość stresów, jakie towarzyszyły profesorowi przez ostatnie miesiące. Dopiero teraz mógł naprawdę odetchnąć. Gdy życie w końcu nabierało odpowiednich kształtów.
Spojrzał na Piotrka spod pobłażliwego uśmiechu. Był pewien, że za jakiś czas wszystko wróci do normy.
- Obaj wiemy, że nie tak łatwo mnie zagiąć. - Gawryło musiał przyznać mu rację. Niewielu znał takich, jak Falkowicz. Może dlatego, że niewielu przeżyło tyle co on. Dosłownie i w przenośni.
I powrócił do obserwowania kobiety, która czuwała przy córeczce w śpiączce. Wkrótce potem miał sobie przypomnieć, kiedy poznał ją po raz pierwszy; przywołać w pamięci, jak dwa tygodnie wcześniej wpadł na nią w tym szpitalu i pomógł odnaleźć jej pociechę. Niedługo potem dowie się także, że owa dziewczynka w śpiączce została brutalnie zgwałcona przez niewiadomego sprawce i trwale okaleczona. Ale zanim tak się stanie minie jeszcze jakiś czas, choć krótki. A potem mężczyzna zagra w niebezpieczną grę, va banque.
Już gdy wracał do domu, mknąc przez ulice swym bladoniebieskim Citroenem Cactus, knuł początki swego szatańskiego planu.
Przypomniał sobie tę kobietę.
Obiecał sobie, że ostatni raz podejmuje się takich zagrywek. W końcu mając rodzinę trzeba dbać o ich bezpieczeństwo, a takie zabawy tego nie zapewniają.
Pytacie dlaczego więc zastanawia się nad podjęciem ryzyka? Z tego samego powodu, przez który się też waha. Rodzina. Córka i partnerka. Aby ci wszyscy mogli nareszcie spokojnie żyć, on musiał podjąć zdecydowane kroki.
Zamyślony zatrzymał się na ostatnich światłach przed domem. Zacisnął zbielałe knykcie na czarnej kierownicy. Musiał. Nie miał innego wyboru, to było jedynym wyjściem.
Ruszył w końcu z piskiem opon, by za niecałe dziesięć minut zaparkować pod swą willą na obrzeżach wielkiego miasta. Chwycił swą skórzaną teczkę, w której schowane były dokumenty. Musiał się z nimi zapoznać, by jako nowy dyrektor Szpitala w Leśnej Górze dotrzymać swych kompetencji.
- Kaśka? - zawołał od progu, bo miał wrażenie, że dom był pusty. Tupiąc powoli swymi markowymi butami o parkiet, obchodził wszystkie pomieszczenia na parterze. Pustka. Zaniepokoiły go te otwarte drzwi. W końcu nigdy ich takich nie zostawiali.
- Kaśka jesteś? - zawołał po raz kolejny, lecz nawet echo nie raczyło mu odpowiedzieć. I zjawiła się pierwsza czarna myśl. A za nią łańcuszek kolejnych, coraz gorszych i przyprawiających o szybsze bicie serca. Zimny pot spłynął po kręgosłupie. Z niebywałą energią wbiegł po schodach. W żadnym pomieszczeniu nie znalazł żywej duszy. A przecież powinna już wrócić z Matyldą.
Przerażony zbiegł ze schodów, a jego klatka piersiowa tłoczyła powietrze ze zdwojoną siłą.
Nie, na pewno go nie zostawiły.
Ruszył w końcu do jedynego pomieszczenia, którego jeszcze nie sprawdził. Nie liczył na to, że je tam znajdzie, bo żadna nigdy tego miejsca nie odwiedzała. A był to garaż. Pokonał kolejne schody.
- Bawicie się ze mną w ciuciu babkę? - Nie dostrzegł ich od razu. Siedziały skulone za kartonowymi pudłami, przeglądając coś w ciszy. Gdy go tylko dostrzegły, uśmiechnęły się szeroko i kazały podejść. Spojrzał przez ramię Kasi, a ta trzymała w rękach album ze zdjęciami. Na nich ujrzał jego ukochaną, choć nieco młodszą, z dzieckiem na rękach. Kolejne ujęcia przedstawiały dziewczynkę w różnym wieku, a im była starsza tym bardziej przypominała...
- Matylda? - nigdy wcześniej nie widział tych fotografii.
W jednym momencie irytacja i zdenerwowanie ustąpiło głębokiemu zaskoczeniu.
- Musimy porobić sobie wspólne zdjęcia. - zaproponowała tacie, który jak zaczarowany przewracał kolejne strony albumu. Tyle wspomnień, które go ominęły...
I zyskał pewność, że więcej ich nie straci. Że podejmie ryzyko, jeśli tylko nadarzy się ku temu stosowna okazja.
No dobrze. Jak pierwsze wrażenia?
Wiem, styl nieco inny (jak kilkanaście rozdziałów do tyłu), dlatego liczę na szczerą opinię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Genialny rozdział!! Wiem ze raczej nic innego odemnie nie usłyszysz,ale super że nasz falko jest w formie i pokazujesz to za każdym razem w rozdziałach!! Jak zwykle będę czekała na next :D
OdpowiedzUsuńTo on jest jej ojcem czy nie bo ja już się pogubiłam troszeczkę;-) :-D
OdpowiedzUsuńJest. Niebiologicznym, ale jest ;)
UsuńDziękuję:-D
Usuńświetny rozdział! Czekam na next;D
OdpowiedzUsuń~~A
ten styl też jest spoko,jak lepiej pisać ci tak,to tak pisz ;D Czekam na next a rozdział genialny ;P
OdpowiedzUsuńjakoś cały czas nie mogę uwierzyć w ten awans falka ;DD oczywiście bardzo się z tego powodu ciesze i myślę że był to świetny pomysł z twojej strony ! :D
OdpowiedzUsuń~N
jakoś ten rozdział przypadł mi bardzo do gustu heeeh ;D Cieszę się,że matylda też traktuje falko jak ojca no i jeszcze dobre relacje z kasią,super! Bardzo mi się to podoba :) Czekam na next ;D
OdpowiedzUsuń~ O
Uff... to bardzo mi ulżyło ;)
OdpowiedzUsuńa kiedy możemy liczyć na next?;D
OdpowiedzUsuńZa 3-4 dni tak myślę ;)
UsuńStrasznie podoba mi się tak ogólnie ta cała druga seria bo jest taka rodzinna? I właśnie to jak Andrzej troszczy się o Kasie od kiedy są razem .
OdpowiedzUsuńKM
Czekam na kolejny tak świetny rodział! Pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuń~~K
kiedy pojawi się next? nie mogę się juz doczekać *_*
OdpowiedzUsuńa może tak jakiś fragment? ;D
OdpowiedzUsuńRacja... będzie fragment. Dzisiaj ;)
OdpowiedzUsuń