SERIA II
Na zewnątrz szalała burza. Gromy ciskały w drzewa w oddali, lecz po chwili błyskawica uderzyła w drzewo po drugiej stronie ulicy. Andrzej instynktownie odsunął się o krok od tarasowego okna. Okolice rozświetliła biała łuna, a niebo zagrzmiało tak silnie, że aż ziemia pod stopami się zatrzęsła. Mężczyzna złożył spokojnie swe szorstkie dłonie za sobą, splatając je delikatnie. Zmrużył oczy i ze spokojem obserwował upadającą gałąź z pechowego drzewa.
Lato.
Czas płynął, a jego życie jakby się zatrzymało. Nie bardzo wiedział w jakim kierunku ma się ruszyć. Najrozsądniej zapewne byłoby poczekać, dostrzec w samoistnym rozwoju sytuacji jakieś rozwiązanie, lecz zwlekać nie zamierzał. Nie godziło się to z jego naturą. A tę miał jakże stanowczą. Jak ten piorun, który przed chwilą zniszczył dwudziestoletni okaz dębu.
A czy on również niszczył? Nie, z tym także nie mógł się zgodzić. Ale czyżby? Czy chcąc zbudować związek z kobietą, której nie przestawał kochać przez kilkanaście lat, czy w takim razie jest egoistą? Może narzucił się jej zbyt nachalnie, pokochał jej córkę zbyt pospiesznie... Może pojawił się w jej życiu odrobinę za wcześnie i został w nim ciut za długo...
I przyznałby racje owemu rozumowaniu, lecz tkwiłby w błędzie. Dobrze wiedział dlaczego. I nie mógł już sobie wmawiać, że jest inaczej. Widział to w jej oczach tamtej nocy tak wyraźnie, jak jeszcze nigdy dotąd. I zyskał pewność, bo nie było mowy, by mógł się tak bardzo pomylić.
Kochała go. A on zwlekać nie zamierzał.
*
- Kocham cie Kasiu... Zawsze cię kochałem. I będę aż do śmierci. - wyszeptał, lecz jego barytonowy głos wyraźnie podkreślił każde słowo czułego wyznania. Byli blisko, zdecydowanie zbyt blisko siebie. Ona poczuła niebezpieczny skurcz gdzieś na samym dnie podbrzusza; on zastanawiał się, czy jej usta smakują tak jak dawniej.
Nie czekając dłużej schylił się powoli, by w końcu poddać się wewnętrznym siłom, które wyzwoliła w nim owa kobieta. Zawahał się na moment tuż przed jej ustami, gdy zrobiło się zdecydowanie goręcej. Kasia westchnęła mimo woli już w jego usta i poczuła silną, lecz jakże delikatną dłoń na swym karku. Raz jeszcze otworzyła oczy, które nie wiedzieć kiedy wcześniej zamknęła. Spojrzała, a wszystko co było wokół po prostu zniknęło. Lęki, poczucie winy, wątpliwości, strach, stare blizny... To wszystko ulotniło się z głowy dawnej kochanki, która dawną kochanką już być nie chciała.
Dostrzegł błysk w jej oczach, a schorowane serce zabiło mu w piersi szybciej. Uśmiechnął się dumnie, ale delikatnie, unosząc tylko jeden kącik ust, ten prawy. Zbliżył się w końcu do niej i poczuł na swych wargach dotyk jej ust. Zatopił się w tym uczuciu, którego wyczekiwał przez lata. W końcu ją miał. Całował, zatracając się w tym akcie bez pamięci. Z każdym głębszym oddechem stawał się coraz bardziej zachłanny. Ona także. Przywarł w końcu do niej całym ciałem, gdzieś w międzyczasie trzaskając drzwiami wejściowymi. Zatrzymali się na którejś ze ścian. Było im obojętne gdzie. Teraz mógł przywrzeć do niej jeszcze mocniej, całym ciałem, poczuć jak i jej ciało pała gorączką.
- Andrzej... - jęknęła, przerywając pocałunek.
- Wiem skarbie, wiem... - zdusił jej jęk pocałunkiem, przez który niemal stracili oddech. Sprawnie zdjął jej koszulkę i błądził dłońmi po jej nagich plecach. Kolejnego jej jęku nie zdołał zgłuszyć, znacznie bardziej zajmujące było w tym momencie pieszczenie delikatnymi pocałunkami jej szyi. Zwolnił nieco, lecz podniecenie bynajmniej nie gasło. Podsycał je tylko swymi cholernie niespiesznymi ruchami.
- And... - jęknęła, kiedy wsadził swą dłoń w jej koronkowe... - nie.
Oderwał się od niej, nie do końca przekonany czy dobrze zrozumiał.
Skołowana, zbierała oddech, a mężczyzna przyglądał się jej zaskoczony. Kobieta sama nie mogła uwierzyć, że zdołała z siebie wykrzesać jakiekolwiek siły oporu. Wymagało to od niej nie lada siły, by oprzeć się przyjemnościom, jakich dawno nie zaznała. Sama zaczynała wątpić w sens swoich protestów, gdy spojrzała w oczy Andrzeja.
- Mam odejść? - zapytał, choć naprawdę pragnął zostać. Chciał kochać się z nią, bo przecież już tak długo czekał. Ale odszedłby, jeśli taka byłaby jej wola. Wystarczyłoby jedno jej słowo, a zachowałby się tak, jak na prawdziwego gentelmena przystało. Uszanowałby jej zdanie, nawet jeśli sądziłby, że Kasia tylko się oszukuje. Zrobiłby to, bo za wielkie jest uczucie, jakim ją darzy, by jej wola stała mu się obojętna.
Spojrzał na nią i rozczarowany stwierdził, że posunął się za daleko.
*
Przewrócił w dłoni swój telefon i po raz kolejny zmarszczył czoło, patrząc przed siebie. Powoli nabrał powietrza w płuca, po czym wypuścił je ze świstem.
Na zewnątrz robiło się coraz ciemniej, ale on ani myślał by zapalać choćby jedną lampę. W mroku przyglądał się błyskawicom, które dawały coraz groźniejszy spektakl. Częściej pogrzmiewało tak, że aż zatrzęsły się szyby w oknach. Lecz Andrzej nie cofał się już, stał i chłonął cały obraz na zewnątrz.
Pomyślał nawet, że powietrze na dworze musi być teraz niesamowicie orzeźwiające. Co więcej miał ochotę wpuścić go nieco do mieszkania, albo nawet... wyjść na zewnątrz. Zaryzykować?
Uśmiechnął się jednak pod nosem. Ani Kaśka, ani Adam nigdy nie wybaczyliby mu, gdyby zachował się tak lekceważąco. Nie mógł jeszcze igrać ze swoim zdrowiem, bo przecież dopiero odzyskiwał siły po przebytej chorobie nowotworowej i ostrej chemioterapii.
I zerwał się silny wiatr, który przyniósł za sobą potworną ulewę. Grube krople deszczu łączyły się ze sobą, tworząc prawdziwe oberwanie chmury. Wichura porywała je i siekła nimi w okno, przez które profesor nie mógł już nic dostrzec, prócz ciągłych błysków świateł błyskawic i cieknącej po szkle wody.
*
Odsunął się od niej ledwie dostrzegalnie. Lecz ujął jej twarz jedną dłonią, uśmiechając się przy tym lekko.
- Nie chcesz... - zaczął szeptem - być z kimś takim jak ja. - dodał, jakby bojąc się wypowiedzieć te słowa, patrząc jej w oczy. - Rozumiem. Sam nie wyobrażam się w związku. Nie wiem nawet, czy potrafiłbym w nim żyć. - drugą dłonią odgarnął kosmyki jej kasztanowych włosów za ucho. Delektował się tym gestem, nie spieszył się. Gdzieś w głębi duszy obawiał się, że to może być jego ostatni czuły gest.
- Nie jestem dobrym człowiekiem. A tacy jak ja tylko ranią delikatne kobiety. - zatrzymał się na chwilę, by przejrzeć się jej błyszczącym oczom. Patrzyła na niego tak pięknie, zadzierając przy tym głowę do góry. W jej spojrzeniu było coś tak niewinnego.
- Nie bój się, jesteś bezpieczna. Ten potwór sprzed lat już nie poluje. Zdechł, patrząc przez ostatnie dwa lata w oczy twojej córki. - odsunął się od niej na krok. - Tylko... - jego głos jakby załamał się, zadrżał. - Tylko nie zabieraj mi jej. - ujrzała przed sobą twarz człowieka doszczętnie zatraconego w troskach. Zniszczonego przez ostatnie doświadczenia, przygnębionego ciągłą utratą nadziei.
- Co? - prawie zapiszczała, odzyskując władze nad strunami głosowymi.
- Matylda to teraz wszystko co mam. Nie chcesz być ze mną, ale chociaż jej mi nie odbieraj. Jakoś to pogodzimy. Będę dla niej jak ojciec, bo przecież dziecko też potrzebuje męskiej ręki. Nie przerywaj mi, proszę. Nie bój się, nie będę ci się narzucał. Potrafię zachować się z klasą. Ale poczekam... ile tylko będzie trzeba, aż ty będziesz gotowa. Bo przecież... - ujął delikatnie jedną dłonią jej twarz, a oczy błyszczały mu w świetle błyskawic. - tyle już czekałem... - zacisnął wargi, czule przyglądając się oszołomionej kobiecie.
- Odejdziesz, jeśli tylko o to cię poproszę? - odrzekła po chwili spokojnie. Zdjął z jej twarzy dłoń. Zacisnął mocniej wargi, nie potrafił ukryć szoku. Zawiedziony stanął do niej bokiem nie wiedząc co odpowiedzieć.
Nie odszedłby, pomyślał.
*
Usłyszał krzyk dobiegający z góry. Oderwał wzrok, od ciemności za oknem, gdzie szalejąca burza znacznie ucichła. Zacisnął szarfy satynowego szlafroku i skierował się ku górze, wyraźnie czymś zamyślony. Żwawszym krokiem pokonał schody, by w końcu dotrzeć do jego sypialni. Przystanął zaledwie na moment w progu i uśmiechnął się subtelnie. Na skraju łóżka leżała wystraszona dziewczynka, która odkryła właśnie że jest sama w sypialni. Okropnie bała się błyskawic, więc uprosiła Andrzeja, by mogła z nim spać. Nie poyrafił odmówić, choć nie zwykł dzielić z kimś sypialni.
Po cichu podszedł do łóżka i zdjął swój szlafrok. Ostrożnie odchylił resztki kołdry, jakich Matylda nie zdołała do siebie zagarnąć i wsunął się pod nie. Choć ostatecznie i tak otulił nimi przysypiającą córkę.
Matylda wierciła się jeszcze przez chwilę zanim na nowo zapadła w głębszy i znacznie spokojniejszy sen. Andrzej westchnął tylko i poprawił rozkopaną kołdrę, zakładając ją z powrotem na ramiona dziewczynki.
Wiedział, że tej nocy prędko już nie zaśnie. Położył się na plecach i z rękoma założonymi na brzuchu przyglądał się sufitowi w zamglonym spojrzeniu.
*
Kasia podeszła do niego i objęła jego twarz obiema dłońmi. Spojrzała na niego czule i jakby z politowaniem.
- Andrzej... - westchnęła uśmiechając się delikatnie. - Sam pamiętasz, że jakiś czas temu postawiłam ci warunek. Że masz być dla Matyldy ojcem. I nigdy jej nie zostawić samej. Myślisz, że tak nagle zmieniłabym zdanie? - zdezorientowany spojrzał jej w oczy błędnym wzrokiem. Oszołomiony, nie potrafił zrozumieć o co chodzi kobiecie.
- Choćbym chciała, to nie mogę ci jej zabrać. Za wiele dla niej znaczysz. I dla mnie... dla mnie też. - uniósł zaciekawiony jedną brew ku górze.
- To dlaczego...
- Och no bo... - zauważył, że wyraźnie się zmieszała. Przewróciła oczami, a głowę opuściła w końcu, by nie patrząc mu w oczy wyznać krępujący fakt. - Z tego wszystkiego zapomniałam ogolić nóg. - Gdy dotarł do niego komizm tej sytuacji zaśmiał się perliście. Z serca spadł mu ogromny ciężar, odetchnął więc całą piersią i z szerokim, powabnym uśmiechem zbliżył się na nowo do Kasi.
Odzyskawszy rezon uniósł jej podbródek i spojrzał w pełne żalu oczy. Po raz kolejny ucałował jej usta, tym razem delikatnie.
- Andrzej... - wysapała, kiedy ten kierował nią do jej sypialni, obsypując mokrymi pocałunkami na szyi i dekolcie.
- Już nic więcej nie mów... - nie chciał, aby cokolwiek popsuło mu taką chwilę, a ta kobieta była mistrzynią psucia nawet tych najcudowniejszych.
- Mam bliznę... - jęknęła, gdy pozbywał się jej spódnicy. - po cesarce. - niepewnym wzrokiem spojrzała na niego, gdy pochylał się nad nią na łóżku.
Mężczyzna i tym razem nie skomentował. Ujął w dłonie jej biodra, odnajdując czułym wzrokiem szramę po skomplikowanym porodzie. Kobieta czuła na sobie jego palący wzrok, lecz nie mogła już zareagować. Odchyliła głowę do tyłu i poczuła coś, co przyprawiło ją o skurcze w dotykanym miejscu. Całował. Całował nawet tę okropną bliznę, której tak bardzo nie lubiła oglądać.
A potem schodził niżej... co przyprawiło ją o pierwsze tego wieczoru skórcze rozkoszy, jakich dawno nie zaznała.
Leżeli wtuleni w siebie. Ona z głową na jego klatce piersiowej, bawiąca się czarnymi włoskami, wyraźnie zamyślona, on z rękoma założonymi za głową, zdecydowanie dumniejszym wzrokiem spoglądający przed siebie.
Odetchnął głęboko i ściągnął swe dłonie bliżej swego tułowia, by jedną z nich czule objąć nagie plecy kobiety.
- Chryste, jak ja cie kocham. - zamruczał i pocałował czubek jej głowy. - To był najwspanialszy prezent urodzinowy, jaki kiedykolwiek mógłbym dostać.
Kasia spięła się wyraźnie. Zagryzła dolną wargę, po czym nieśmiało spojrzała na mężczyznę, który spoglądał na nią błogim wzrokiem.
- Zupełnie zapomniałam. - zmarszczyła brwi - To ile to już? - zamyśliła się chwilę. - Czterdzieści pięć? - pierwszy raz od jakiegoś czasu uśmiechnęła się mimowolnie pod nosem.
- Szczęśliwi czasu nie liczą. A ja jestem właśnie najszczęśliwszym człowiekiem. I wszystko dzięki tobie, Kasiu. - czule objął ją obiema dłońmi, by zamknąć ją w swym uścisku. - Coś nie tak? - zauważył jej zasępioną minę, której teraz nie potrafiła ukryć. Mężczyzna zaczął się martwić, czy to aby nie jego wina. Może nie wykrzesał z siebie wystarczających sił, by zadowolić kochankę?
- Dobrze, że Matyldy nie ma w mieszkaniu. - Andrzej uspokoił się nieco.
- Tak - zaśmiał się lekko - Nawet tego śpiocha byś zbudziła.
- Nie śmiej się, mówię poważnie. Matylda nie może się o tym dowiedzieć.
- To będzie jedyną na tym osiedlu...
- Andrzej! I na cholerę się tak cieszysz! Nikt nie ma prawa się o tym dowiedzieć. Matylda w szczególności. Nie chce dawać jej złudnych nadziei na szczęśliwą rodzinkę. Jest za mała, by to pojąć. - podniosła się i założyła swą bawełnianą białą bluzkę na nagie ciało, ledwo zakrywającą nagie pośladki. - Nic na siłę. - dodała łagodnie, stojąc przed nim.
- Chcesz się kryć. Przed trzynastolatką. - zacisnęła wargi, patrząc na Falkowicza błagającym wzrokiem.
- Sam przyznasz, że to najrozsądniejsze rozwiązanie. Przynajmniej na pewien czas.
- To dziecinne. - uśmiechnęła się dumna, że dopięła swego. Pochyliła się nad łóżkiem i skradając się subtelnie w stronę kochanka z nęcącym wyrazem twarzy, skradła mu w końcu długi pocałunek.
- Wiedziałam, że zrozumiesz.
A więc wiecie już o czym bedzie ta seria ;) Poprzednia była o drodze do odzyskania Matyldy, ta o stworzeniu związku przez tych dwoje przeznaczonych sobie ;) Naturalnie nie będzie tak łatwo, bo pojawią się poważne przeszkody.
Ponadto - DEDYKACJA dla osoby, która napisze mi, co wywołało u profesora to wspomnienie niedawnej nocy u Kasi? Jaki bodziec? Jedno kluczowe słowo. Trudne, ale do wyhaczenia, dla wprawnego oka ;)
Mile widziane podpisy w komentarzach.
Cudowny rozdział :) widać że bardzo postarałaś się w pisaniu go,ale to chyba jak zawsze z każdym innym rozdziałem heh :D a jeśli chodzi o te uczucie Falkowicz wydaje mi się że raczej strach? niepewność wywołał u niego te wspomnienia? Ale wiadomo to moje odczucia :D
OdpowiedzUsuńPudło ;) nie o emocje tu chodzi ;)
UsuńPowiem krótko i zwięźle... po prostu masz mega talent dziewczyno! Pisz dalej, weny!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!! :*
To dla mnie wiele znaczy ;) dziękuje!
UsuńWiem, że komentarze dodają otuchy :)))
Usuńw międzyczasie zapraszam do mnie, odpowiedziałam na komentarz i wpadłam na pewien pomysł, który może ci się spodobać :)
Patrycja Agnieszka ;)
Aaaaaa
OdpowiedzUsuńDoczekałam się
Kaśka jest tak nieprzewidywalna jak ta burza XD fajny początek
OdpowiedzUsuńAż nie wiem co napisać... świetny początek, czekałam na coś pozytywnego wreszcie *,* prosiłaś żeby się podpisywać więc zacznę od tego komentarza ;))
OdpowiedzUsuńK.M
Next dzisiaj, a właściwie jak tylko uporam się w problemami na stronie ;)
OdpowiedzUsuń