poniedziałek, 21 grudnia 2015
Rozdział 12
Falkowicz przyglądał się uważnie kobiecie, która tak namieszała w jego życiu. Była jego studentką, gdy uczył na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie. Ona była na ostatnim roku, on również zapowiedział, że to ostatni semestr, przez który zamierza wykładać. Już wtedy miał w zamiarach przeprowadzenie się do Szwajcarii i poświęcenie się badaniom nad lekiem na miażdżycę... który z czasem stał się eliksirem młodości dla chorujących na SM. Miał wrażenie, że jeszcze krok i stworzy panaceum, środek na nieśmiertelność. Był młody, już wtedy bogaty, czuł że cały świat będzie klęczeć u jego stóp. Kobiety za nim szalały, a to za sprawą jego niebywałej urody.
Mógł mieś każdą. Ale któregoś dnia spotkał pewną brunetkę. Włosy miała ścięte do ramion, a oczy... oczy zawsze roześmiane.
Gdy przebywał jak każdego wieczoru w uczelnianej bibliotece, wybierając odpowiadający mu tom na tenże wieczór, ujrzał tą właśnie kobietę. Podeszła nieśmiało i poprosiła o pomoc, gdyż nie mogła dosięgnąć najnowszej pozycji Benjamina Hooka, która leżała na szczycie regału. Uśmiechnęła się powabnie i zniknęła w labiryncie biblioteki. Zaintrygowała go. Pierwszy raz mógł dostrzec w kobiecych oczach zagadkę, którą musiał odgadnąć.
Spotkał do tej pory mnóstwo kobiet, z wieloma również sypiał, ale cóż innego mógł robić przystojny młody mężczyzna otoczony zafascynowanymi jego osobą kobietami? Niekiedy nawet zjawiskowo pięknymi. Cóż z tego, że miał żonę, skoro tak wiele kobiet go pragnęło? Nie zamierzał jej mówić o swoich zdradach, więc nie powinna się dowiedzieć. Żył w przekonaniu, że chwilowa odskocznia od małżeńskiej rutyny nie jest niczym złym, wręcz pożądanym. Dba on bowiem, aby pożycie małżeńskie było równie ciekawe, co kawalerskie, przynajmniej z jego perspektywy.
Kasia, bo tak miała na imię dziewczyna z biblioteki, była niespotykanie interesująca. Już tego wieczora zdążyli krótko porozmawiać przy książkach. Przypatrywał się jej oczom i nie potrafił rozszyfrować jej spojrzenia. To go irytowało i pociągało zarazem. Z pewnością była inna niż wszystkie jego kochanki. Wiedział, że musi być bliżej, chce być bliżej.
Dni mijały i czas nieuchronnie przybliżał go do wyprowadzki. Cieszył się, ale jednocześnie czegoś mu brakowało, nie mógł sprecyzować czego, a wszelkie próby analizowania powodu jego rozczarowania kończyły się fiaskiem.
Z dziwną radością chodził na wykłady ostatniego rocznika. Czyżby dlatego, że studenci tego roku potrafili więcej i swoją niewiedzą nie doprowadzali go do szewskiej pasji, czy dlatego, że w drugim rzędzie, delikatnie na prawo siedziała ona?
- Nie lubisz ryzyka? - spotkali się po raz ostatni dzień przed jego wyjazdem. - Obiecuję ci, że zapamiętasz ten wieczór do końca życia - pochylił się nad nią w swym samochodzie. Delikatnie całował jej szyję. Już wtedy wiedziała, że mu ulegnie. Wystarczyło jedno słowo.
Była to ich pierwsza i zarazem ostatnia wspólna noc po połowie roku znajomości. Zaryzykowała, przecież już nigdy więcej miała go nie zobaczyć. Zakochała się głupia, a on wyjechał. Sądziła, że nikogo więcej nie obdarzy tak silnym uczuciem jak Andrzeja.
Historia kochanków jednak toczyła się dalej, gdyż Kasia dowiedziała się, że zaszła w ciążę. Ojcem musiał być profesor, tak przynajmniej utrzymywała. Przepełniona szczęściem postanowiła odszukać ojca jej dziecka. Teraz musiał wrócić. Miał dla kogo. Była pewna, że gdy dowie się prawdy już nigdy jej nie opuści.
Snując odważnie plany na przyszłość postanowiła go odszukać. Pierwszym krokiem było sprawdzenie informacji dotyczącej jego pobytu w sekretariacie uniwersytetu. Zadzwoniła pod otrzymany numer, bo tylko to mogła otrzymać.
- Wanda Falkowicz, słucham? - zesztywniała na dźwięk słów usłyszanych w słuchawce. Ciągnęła jednak dalej.
- Chciałabym rozmawiać z profesorem Andrzejem Falkowiczem, to bardzo pilne.
- Mąż niestety jest w tej chwili bardzo zajęty. - odparła kobieta tonem, który odczytała za zniecierpliwienie. Zszokowana dziewczyna bez słowa rozłączyła się i rozpłakała. Znienawidziła go tak mocno jak pokochała. Znienawidziła wszystko co było z nim związane. Rzuciła więc medycynę i rozpoczęła prawo. Przyrzekła sobie, że wychowa dziecko sama, a pan profesor nigdy nie dowie się o jego istnieniu.
- Andrzej, przyszłam bo... - przyjrzała się zamyślonemu mężczyźnie, który przyglądał się obracanemu w palcach długopisowi. - Wiem, że powiedziałam parę słów za dużo. Może nawet cię one dotknęły, ale... - znów jak zahipnotyzowana zawiesiła wzrok na przedmiocie w dłoni profesora. - Zrozumiałam... Możesz przestać!? - wrzasnęła, wyrywając profesora z zamyślenia. Położył więc spokojnym ruchem owy przedmiot i oparł się o wezgłowie fotela.
- Proszę. - skinął głową, dając jej tym znak, aby kontynuowała wywód.
- Dobrze. - poprawiła się na krześle, jakby nagle zaczęło ją coś uwierać. Te niespokojne ruchy nasunęły profesorowi myśl, że sprawa z jaką Smuda u niego się zjawiła musi być niezwykle trudna do wyjawienia. Denerwowała się? - Nie potrafię porozumieć się z Matyldą. Odkąd zwróciła od ciebie jest jakaś inna. Mam wrażenie, że kompletnie jej nie rozumiem i sądzę, że ma to związek z tobą.
- Ze mną?
- Nie jesteś przecież typowym tatusiem - prychnęła z pogardą.
- Tak bardzo mnie nienawidzisz? Z resztą nie ważne. Czego ty w ogóle ode mnie oczekujesz?
- Rozmowy.
- Rozmowy? Mam porozmawiać z Matyldą, bo ty masz taki kaprys? Nie wiesz jak bardzo ją tym zranisz? Dasz jej nadzieje i zaraz odbierzesz. Nie moja droga, mnie w to nie wciągniesz. - pomachał jej malcem nad biurkiem. Przeciągnął dłońmi po materiale na udach, czując jak robią się wilgotne. Na myśl o kolejnym pożegnaniu z Matyldą poczuł krótkie ukłucie pod mostkiem.
- To twoja wina, że moje dziecko tak bardzo się zmieniło! - wrzasnęła, nie kontrolując już swoich emocji. Andrzej pochylił się nad drewnianym meblem. Jego skronie pulsowały, wybijając przy tym sekundy jak zegar.
- Nie pomyślałaś, że może to nie Matylda jest jakaś inna, tylko ty? - syknął, siląc się na opanowanie.
- Co chcesz mi wmówić!?
- To już za długo trwa Kaśka. Musisz pogadać ze specjalistą.
- Myślałam, że się dogadamy... - złapała torebkę i założyła ją na ramię.
- Tak chcesz rozwiązać problem? Wyjść? Nie unoś się honorem kobieto! - teraz on krzyczał. Nie poznawał tej dziewczyny. To nie była ta opanowana i uśmiechnięta, którą poznał dziesięć lat temu. To nie była nawet ta Katarzyna Smuda, która podeszła do niego rok temu w tym szpitalu, pewna prawniczka i spełniająca się matka.
- U ciebie za to dominuje tupet, przerastający twoje ego. - kobieta wstała i przy pomocy jednej kuli w zadziwiającym tempie opuściła gabinet.
- Kaśka! - mężczyzna wybiegł za nią ze szpitala. Parę osób zwróciło uwagę na tę niecodzienną sytuację. Między innymi Wiktoria, która przebywała w tym momencie na świeżym powietrzu. - Daj sobie pomóc. - zagrodził drogę kobiecie.
- Nie potrzebuje psychologa, ani żadnej innej pomocy. Nawet... Tym bardziej od ciebie. - poprawiła się. Mówiła pewnie i z jadem na ustach, lecz on dostrzegł ból w jej oczach.
- Daj sobie pomóc. - powtórzył. - Dlaczego tak bardzo mi nie ufasz? Czym ja ci tak zawiniłem? Przecież to wszystko dla waszego dobra. - dodał spokojnie. Kasia nigdy nie powiedziała mu o tamtym telefonie. Nie miał pojęcia, że ona wiedziała. Wiedziała, że miał żonę, którą przed nią ukrywał. Zawiodła się na nim tak bardzo, że do tej pory tkwił w niej ogromny żal.
- Nawet nie wiesz jak bardzo mnie wtedy upokorzyłeś... - jęknęła, a jej oczy zaszkliły się nieco. Falkowicz nie wiedział jak zareagować. Zaskoczyły go nie tylko słowa Kasi, ale i też nagła zmiana jej nastroju.
- Dobrze wiesz, że nie wiedziałem... - kobieta pokiwała głową, uśmiechając się żałośnie. Ból jaki na nowo poczuła sprawił, że po jej policzku spłynęła łza. Andrzej zdał sobie sprawę, że musi być coś jeszcze. Jej oczy zaprzeczały jego wszelkim wcześniejszym domysłom. Czym tak bardzo ją zranił? - O co tak naprawdę chodzi Kaśka? Nie możesz mnie winić za to, że myliłaś się co do tego, kto jest ojcem Matyldy. Nie powiedziałaś mi nic o ciąży...
- Co by to zmieniło? - mężczyzna przyjrzał się kobiecie uważniej.
- Wszystko! - nie mógł wyjść z zadziwienia. Czy to naprawdę było takie trudne? Dobrze pamiętał, w jakich nastrojach się rozstali.
- I wróciłbyś do mnie? Do ciężarnej kochanki? - zamilkł. Wiedziała. Przez tyle lat czuła do niego nienawiść z powodu Wandy. Musiała się jakoś dowiedzieć. Kobieta rzuciła na niego ostatnie spojrzenie i odeszła w stronę samochodu, w którym siedział Jan. Mężczyźni spotkali się wzrokiem i wymienili pełne napięcia spojrzenia. Nie polubił tego człowieka. Coś w środku podpowiadało mu, że nie zniósłby, gdyby ten zbliżył się choć na krok do dziewczynki. Nie ufał mu, a dziwne przeczucie kazało mu zrobić wszystko, aby trzymać Matyldę z dala od Jana.
Nie zastanawiając się wiele nad własnymi czynami, podbiegł tak sprawnie jak tylko mu na to kolano pozwalało do samochodu prawniczki.
- Zgadzam się. - zaskoczona kobieta spojrzała w uchyloną boczą szybę. - Porozmawiam z nią. - teraz Kasia lekko się zmieszała. Dopiero co przeklinała się w duchu, że dała się ponieść emocjom i dała szansę Falkowiczowi.
- Dobrze.
- Ale pod jednym warunkiem. - podirytowana kobieta spojrzała wściekle na profesora. On jeszcze ma czelność o coś prosić?
- Nie ma mowy. Żadnych warunków. Pogadasz z nią, albo nie. Jutro wyjeżdżamy. - Falkowicz omiótł wzrokiem Jana, który cały czas przysłuchiwał się ich rozmowie.
- Chcesz się z nią dogadać ,czy nie?
- Zawsze musisz postawić na swoim?
- Zostawisz ją u mnie na miesiąc. - zaproponował pewnie.
- I ty myślisz, że ja się na to zgodzę!?
- Myślę, że powinien pan już sobie pójść. - Falkowicz jednak ignorował Janka.
- Chce ci pomóc.
- Proszę stąd odejść. - odezwał się dobitniej Jan. Andrzej tym razem spojrzał na przyjaciela Kasi swym nienawistnym spojrzeniem.
- Nie wtrącaj się chłopcze! - wrzasnął. Zacisnął szczęki, mierząc rehabilitanta wzrokiem.
- Zastanowię się. - odezwała się Kasia nie zrażona wybuchem Falkowicza. Andrzej odsunął się od auta, a to po chwili odjechało spod szpitala.
Przyglądał się jeszcze przez chwilę uliczce, w której przed chwilą zginął samochód, po czym wrócił do szpitala.
Wiktoria cały czas śledziła przebieg sytuacji, obserwowała jak żwawo ze sobą rozmawiali i jak z uczuciem na siebie patrzyli. Z pewnością nie byli sobie obojętni. Takie emocje nie brały się znikąd.
Przyglądała się Andrzejowi, który jak zahipnotyzowany gapił się w jeden punkt. Stał do niej tyłem, a gdy obrócił się w stronę szpitala mogła dostrzec, jak jest zdekoncentrowany. Zupełnie jakby bał się, że może przegrać coś cennego. Domyśliła się o co grał, ale w co?
Falkowicz szedł korytarzem szpitala. A więc pozostało mu czekać. Ta niepewność strasznie uwierała. Nigdy nie postawił na tak wysoką stawkę. Ta sprawa była niczym w porównaniu do badań klinicznych jego leku, do zagrożenia bankructwem, do utraty prawa do wykonywania zawodu, rozwodu czy nawet własnej choroby. Dlaczego? Bo tym razem bał się przegrać. Jeśli straci Matyldę straci szansę na szczęście. Jeśli mała na zawsze zaszyje się na drugim kontynencie, on będzie musiał uszanować jej wolę. Ale tylko dla niej. Sam na zawsze przestanie się cieszyć z życiowych sukcesów. Czymże są one wobec zalążka miłości, którego nie potrafił wyrwać z serca i umysłu?
Sam nie wiedział kiedy znalazł się pod szpitalną kaplicą. Zatrzymał się na chwilę i spojrzał na skromy ołtarzyk za którym stał duży brązowy krzyż.
- Gdybym wiedział, że ktoś tam na mnie czeka, nie zawahałbym się ani chwili. - mruknął do siebie. - Chociaż już niedługo sam się przekonam, czy tam na mnie czekasz.
Krótsza, ale kolejna część będzie szybciej. :-) Zaintrygował koniec? Nowa tajemnica.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jezu... Nie uśmiercaj Andrzeja!
OdpowiedzUsuńPiękna część,połączyłaś w niej wspomnienia i teraźniejszość.Może gdyby Kaśka wydusiła z siebie wszystkie złości i żale na Andrzeja to jej ulży.Na pewno tych dwoje nadal darzy się uczuciem i nie są wobec siebie obojętni.W takim razie czekam na szybki,obiecany next :) Pozdrawiam!/ Julka
Zaintrygował, zaintrygował :)
OdpowiedzUsuńTo, co łączyło Kasie i Andrzeja pięknie pokazane.
Falkowicz dalej walczy o Matylde, swoje dziecko. Mam nadzieję, że Smuda zgodzi się na warunek Andrzeja i zostawi mu córkę.
Czekam na kolejną część :)
N.
Szybo szybko next ;) <3
OdpowiedzUsuńCzytam, tylko nie zawsze komentuje. Wszystkie części bardzo emocjonujące. Zaskakujesz mnie fabułą.Chcoaiz czasami jest coś za szybko i mało realne. HJak np w poprzedniej. Rozmowa Wiki z Falkiem. Tak od razu się przyznała po co przyszła. Andrzej raczej nie zgodził by się na rozmowę i pewnie by ją wywalił. Końcówka daje do myślenia. Hm kurcze to nie może być samobójstwo bo skoro walczy o Matyldę to by było bezsens.Czekam na kolejną część/ K
OdpowiedzUsuńDziękuję za twój komentarz ;-) Właśnie dzisiaj czytając wszystkie części stwierdziłam, że nie jest tak jak bym chciała.
UsuńDzieki za uwagę. Postaram się, żeby było lepiej ;-)
Wspaniale opowiadanie! czekam na next :) Wesolych Swiat!
OdpowiedzUsuńRodzinnych Świąt!!! / Maciek
OdpowiedzUsuń