wtorek, 20 września 2016
Rozdział 9
Zegar wybijał sekundy, tłucząc wskazówkami nieznośny rytm, który roznosił się echem po wnętrzu auta. Czas mijał, sekundy znikały, pojawiały się minuty i zebrała się godzina. Kolejna. Ale on był cierpliwy.
Pragnął dać nauczkę temu chłopcu, który wszedł z buciorami w jego życie, siejąc niepotrzebny zamęt. Zburzył spokój, na który profesor musiał tak długo czekać, który zbudował za cenę swojej krwawicy. Nie, czegoś takiego nie mógł podarować. Zbyt cenna była jego rodzina, by zapomnieć, wybaczyć swoje znieważenie. Choć może nie o zniewagę bardziej tu chodziło. Niepokojące były domysły, jakie nasuwała wybujała wyobraźnia mężczyzny. Co mogło się stać, gdyby Matylda jednak nie postawiła się temu Jankowi? Co w takim razie stałoby się z jego dziewczynką?
Aż strach pomyśleć, ale jeśli już... jak ćma ognia, tak bardzo chciał uniknąć pesymistycznych myśli, które mimo wszystko pojawiały się w jego skołowanym umyśle.
Pamiętał przypadek dziewczynki, która trafiła na oddział intensywnej terapii, a która została bestialsko potraktowana przez swojego ojczyma, choć oprawca dopiero po pewnym czasie wyszedł na jaw. On jako dyrektor musiał zająć się tą sprawą; wezwać policję, rozmawiać z prokuraturą... i jej matką. To ostatnie wywarło na nim tak silne wrażenie, że zaczął się zastanawiać, co on by zrobił, gdyby ktoś skrzywdził jego Matyldzię. I szybko odpowiedział sobie na to pytanie. Zabiłby.
Zacisnął knykcie na materiale kierownicy, a powieki przymknął. Na jego skroni wyłoniła się pojedyncza kropla potu.
Słabnie. Przez stres, jego siły były na wyczerpaniu. Za bardzo się denerwował, nakręcał, lecz nie potrafił tego powstrzymać.
I wtedy ujrzał Jana wychodzącego z ośrodka rehabilitacji, w którym jak udało mu się ustalić pracował chłopak. Andrzej chwycił za klamkę, lecz zauważył że za Mojerem wybiegła jakaś młoda dziewczyna. Przymknął więc drzwi, bo nie miał zamiaru załatwiać takich spraw przy świadkach, a już tym bardziej przy kobietach.
Lecz ten widok zaintrygował go. W taki razie po co temu podrostkowi Kasia, jeśli sam ma kobietę? Po co deklarował jej te swoje niedorzeczne uczucia, skoro darzy nimi już kogoś innego? To tylko pogłębiało niechęć Falkowicza do niego.
- Sukińsyńskie nasienie. - zagotował się z odrazy do uśmiechającego się beztrosko Jana.
Gdy auto tego mojerskiego pomiotu odjechało, a minęło od tego czasu dobre kilkanaście minut, Andrzej zastanawiał się w ciszy nad swymi dalszymi krokami. Gdzieś w tyle głowy ciche głosy podpowiadały mu, żeby odpłacił pięknym za nadobne, lecz po stokroć. Dał nauczkę, ale taką jakiej jeszcze nigdy chłopak nie dostał. I miał parę pomysłów, które idealnie pasowałyby do tego. Ale...
No właśnie. Było pewne "ale". Czy mimo wszystko jest zdolny do tak radykalnych posunięć? Kiedyś nawet pomyślał, że jest dobrym człowiekiem. To zabawne, ale nie mógł sobie przypomnieć dlaczego.
Może to mało logiczne, lecz nie pojechał za nim. Już na pierwszym skrzyżowaniu zgubił Jana, celowo rzecz jasna. Zemsta będzie słodsza, jeśli zostanie dokonana ze smakiem. Należało mieć zimną głowę, aby nie popełnić przypadkiem błędu. Może Andrzej był pod wpływem silnych emocji, ale nie był też głupcem. Nie mógł tak po prostu obić mu mordy i wrócić do córeczki. Po pierwsze kłóciło się to z jego poziomem klasy i wychowania (o ironio!), a po drugie, jak spojrzałby w oczy swoim kobietom, gdyby nie załatwił sprawy tak jak się należy?
Gwałtownym ruchem zakręcił kierownicą pod leśnogórskim szpitalem i zajął swoje stałe miejsce. Nie pamiętał kiedy wysiadł, ani ile osób próbowało go zatrzymać na korytarzu. Coś podpisał, lecz adrenalina w jego żyłach wymazała tę niepotrzebną informację z pamięci. Mając konkretny cel, zapomniał o trawiącym go zmęczeniu, destrukcji która miała potem dać jeszcze o sobie znać w najmniej odpowiednim momencie.
- Panie dyrektorze, ten remont długo jeszcze potrwa? - zatrzymał go jeden z nowych chirurgów. Młody chłopak spojrzał podejrzliwie na Falkowicza i już miał o coś zapytać, lecz profesor machnął w powietrzu ręką, skutecznie skupiając na sobie całą atencję pracownika. Powaga przełożonego wyjątkowo kontrastowała z jego bladą twarzą.
- Jaki remont? - odszukał w pamięci plany najbliższych inwestycji i dopiero przypomniał sobie, że oddział intensywnej terapii miał być powiększony, jak na szanującą się placówkę przystało. - Ach tak, OIOM. Proszę się nie głowić i odsyłaś pacjentów na Banacha.
- Ale... - chirurg uporczywie szedł za dyrektorem. - Nie możemy wysyłać tych najcięższych. Nie przeżyją transportu. - Andrzej zatrzymał się. Odwrócił swój wzrok na chłopaka, który lekko cofnął się, choć ledwie dostrzegalnie. Nie sądził, że jednym pytaniem zdoła zdenerwować przełożonego, ale przecież jego wyraz twarzy mówił sam za siebie.
- Coś kosztem wyższego dobra chłopcze. - odrzekł dziwnie spokojnie i odszedł w głąb korytarza, pozostawiając zaskoczonego pracownika w tyle.
Matylda wychyliła się zza drzwi swojego pokoju. W salonie dostrzegła swoją mamę, która nerwowo kluczyła po pomieszczeniu. Zauważyła też, że w dłoni trzyma telefon. Obracała nim nerwowo i co rusz to zaglądała przez okno w stronę podjazdu.
Dziewczynka nie wiedziała, czy może podejść. Zaryzykowała w końcu i po cichu podeszła do kobiety. Jakby niczego nie zauważyła oparła się nogami o tył kanapy i bawiła poduszkami. Jedna cecha łączyła obie kobiety - nie potrafiły ukryć zdenerwowania kryjącego się w ich oczach. Obie miały ten sam przestraszony wyraz twarzy, obie obawiały się najgorszego. Może miały rację? Może to co miało się zdarzyć będzie miało swoje konsekwencje, lecz... to od nich zależy, czy je przeskoczą. Zaakceptują zastany stan rzeczy i nauczą się żyć z tym, co od dawna takie było. Z człowiekiem, który... no właśnie, czy był zły?
- Mamo? - przełamała się Matylda. - Czy tata pojechał do Jana? - rzekła, jakby mała dziewczynka pytała o zupełnie naturalną rzecz.
- Kochanie... - Kasia jakby dopiero teraz ją zauważyła. - Na pewno zaraz wróci. - uśmiechnęła się słabo, bo sama w to nie wierzyła. Tak bardzo się bała.
- Gdybym mu nie powiedziała... - w oczach Matyldy zalśniły łzy. Obwiniała się za całą tą sytuację. Co też jej przyszło do głowy, żeby żalić się tacie, przecież doskonale wiedziała jak zareaguje. Była naiwna, bo uwierzyła temu Mojerowi w bajkę, o wyświadczanej jej Andrzejowi przysłudze. Jak można było uwierzyć w taką bzdurę? Więc jeśli teraz coś mu się stanie... wszystko od niej się zaczęło, więc to będzie tylko i wyłącznie jej wina.
Wzdrygnęła się, kiedy poczuła czyjś dotyk na swoich ramionach, lecz szybko się rozluźniła, a ciepło otulało ją coraz mocniej. Rozpłakała się, choć zupełnie niepotrzebnie. Bo przecież w niczym nie zawiniła.
Zapukał pewnie w obdarte drzwi. Przez tę chwilę czekając pod mieszkaniem zdążył się im przyjrzeć. A jeśli wnętrze wyglądało tak jak te wrota, to zapowiadała się wyjątkowo obskurna gościna.
Już zwątpił, czy w ogóle ktokolwiek mu otworzy, gdy w progu pojawił się on. Chłopiec o błędnym spojrzeniu, wysoki, szczupły, ale jeszcze taki głupi. Profesor ujrzał zaskoczenie w jego spojrzeniu, lecz ono szybko minęło. Janek spodziewał się mimo wszystko, że Falkowicz będzie chciał złożyć mu wizytę. Nie sądził tylko, że smarkula poskarży się tak szybko.
Z tego spotkania nie mogło wyniknąć nic dobrego, więc Mojer spróbował jeszcze szybkim ruchem zamknąć mieszkanie. Nieudolnie. Nie wiedział jak adrenalina krążąca w krwiobiegu profesora wpływa na jego refleks.
Na twarzy Andrzeja ujrzał kpiący uśmiech, taki który już dawno u niego nie gościł. I to był zły znak.
- Nie zaprosisz mnie na kawę? - odrzekł przeciągle, gdy jego żylasta dłoń spoczywała na podrapanym drewnie. Bez trudu pchnął lichą strukturę drzwi i wszedł do środka. Tak jak przypuszczał wnętrze nie należało do zadbanych. Bałagan - jedno słowo, którym można było opisać wszystkie pomieszczenia, a było ich zaledwie trzy. Z progu mógł ogarnąć wzrokiem je wszystkie, a to za sprawą braku drzwi w jakichkolwiek futrynach. Zaskakujący był za to widok regałów zapełnionych po brzegi w książkach, które to w większości miały medyczne tytuły. I to nie byle jakie. W końcu odnalazł tam także swoje nazwisko.
- Pomyślałem, że wpadnę... - rzucił od niechcenia, przechadzając się po małej kawalerce. - z rewizytą. - dodał z kpiną. Jan stał tuż przy wejściu i obserwował w napięciu gościa. Gorączkowo myślał nad wybrnięciem z tej patowej sytuacji, lecz z przerażeniem uświadomił sobie, że zapewne zakończy się ona podbitym okiem. No trudno, niech to się już stanie.
Naiwny był.
- No, chłopcze. - Zganił go wzrokiem profesor. - Gdzie ta kawa? - Jan spróbował więc chociaż udawać, że nie wie o co chodzi. A wiedział doskonale.
- Niech pan sobie daruje. - rzucił z zaskakującą pewnością siebie. Przypomniał sobie, że to on jest przecież u siebie. - Nie mam pojęcia po co przyszedłeś profesorku i z resztą mało mnie to obchodzi, więc wyjazd z mojego domu. - wskazał na drzwi, jedyne w zasięgu wzroku.
- Szkoda... - westchnął - Wielka szkoda. - jego wyraz twarzy zmienił się. Rysy wyostrzały, spojrzenie nabrało gniewnych ogników. Choć chłopak nie mógł dostrzec tej zmiany, profesor stał do niego plecami, to z pewnością wyczuł jakieś napięcie z zaległej ciszy. - Przy kawie lepiej by nam się rozmawiało. - odwrócił się. - Przecież mamy o czym. - dodał. - O Kasi... O Matyldzie... - wyliczał, zbliżając się o dwa kroki do gospodarza. - Nie sądzisz młodzieńcze, że powinniśmy pewne rzeczy od razu ustalić?
- Na przykład nie włażenie do cudzych mieszkań bez pozwolenia? - Jan uniósł na chwilę swe brwi.
- Ach racja, szczerze przepraszam. - Andrzej ułożył swą dłoń na piersi w geście żalu. - Ale teraz zdaje się moja kolej. - udawana skrucha natychmiast zniknęła z jego oblicza. - Nie zbliżanie się do cudzej rodziny. - warknął, nie był w stanie utrzymać nerwów na wodzy. - Słyszysz Mojer? Jeszcze raz usłyszę od Matyldy, że kręciłeś się wokół niej, to jak Bóg mi świadkiem pożałujesz.
- I mam uwierzyć, że to wszystko? Przyszedłeś tutaj tylko po to, żeby mnie ostrzec? - prychnął śmiechem. - Nie masz klasy facet.
- Odkryłeś moją tajemnicę. - wrócił do roli. - Potwornie się wstydzę zemsty. - nie można było nie odnieść wrażenia, że już czegoś dokonał, wykorzystał chwilę nieuwagi Jana i zrobił coś, co już wcześniej zaplanował. Niechcący coś zostawił, by potem odpowiednia osoba mogła to odnaleźć.
Ruszył w stronę wyjścia, lecz jakoś z wahaniem. Zatrzymał się tuż obok Jana i zrobił to, czego każdy się spodziewał. Uderzył chłopaka z całej siły w twarz, a jego zaciśnięta pięść rozłupała kość nosową. Rehabilitant wpadł na regał z cennymi publikacjami, trzymając się za krwawiący nos. Jednak jak się szybko okazało, złamany nos to nie jedyny skutek uderzenia. Młodzieniec wypluł także dwa zęby, zapewne jedynkę i dwójkę.
- Jednak mam w sobie odrobinę odwagi. - pochylił się nad Mojerem. - Ale nie zdradzisz nikomu?
Janek zaśmiał się żałośnie, wycierając usta, z których spływała zmieszana z krwią ślina. Nie dało to porządnego efektu. Falkowicz wyprostował się z mieszanką odrazy i zadowolenia na twarzy.
- To teraz jesteśmy kwita. - rzucił, lecz dostrzegł, że profesor zauważył coś ciekawego. Nie musiał się wysilać, by przypomnieć sobie co tam skrywał.
- Chryste... - szepnął szczerze zaskoczony. Od razu pojął kto zbliżał się do jego dziecka. Wyjaśniło się dlaczego od samego początku miał złe przeczucia co do tego chłopaka. W końcu nikt zdrowy na umyśle nie trzyma wciśniętej za książkami...
Poczuł silne uderzenie w plecy, przez które wylądował na drzwiach. Nie upadł, lecz zamroczyło go dość silnie. Znowu poczuł swą słabość. Na nowo dała o sobie znać. Odwrócił się i tak jak sądził, zobaczył Jana z bronią w ręku. Błyszcząca rękojeść, którą dostrzegł jako pierwszą, gdy jeszcze leżała na regale, teraz ubrudzona była krwią, z dłoni Mojera.
- A mogłeś po prostu wyjść. - jęknął zdesperowany chłopak, trzymając drżącymi rękoma broń. - Albo nie przychodzić. Po jaką cholerę wpieprzasz się pomiędzy mnie, a Kaśkę!? Bierz tą małą, ale mi zostaw Kasie. - ten błysk szaleństwa w oczach Jana nie świadczył o niczym dobrym.
- Nie jesteś w stanie pociągnąć za spust. - odrzekł profesor po chwili analizy sytuacji. Skąd ta jego pewność siebie w obliczu realnego zagrożenia ze strony szaleńca? Może stwierdził, że zdoła wywrzeć wpływ na młodzieńca? A może zauważył dla siebie jakąś szansę? Lecz idźmy dalej.
- Ręce ci drżą. - skinął głową na broń.
- Nie denerwuj mnie nawet profesorku. - syknął. Falkowicz nadal spoglądał to na broń, to na jej właściciela.
- Nikt nie uwierzy narkomanowi w obronę konieczną. - kontynuował.
- Nie jestem żadnym narkomanem! - w zagraconym mieszkaniu nie poniosło się echo. Ale w tak małym metrażu wzmocnił się hałas, drażniąc wrażliwe receptory słuchu Andrzeja. Gdy już zneutralizowały się przyprawiające o zawroty głowy decybele, Falkowicz zreflektował się spokojnym wyjaśnieniem.
- A jak nazwiesz kogoś, kto ma w swoim mieszkaniu mnóstwo leków przeciwbólowych? Zdaje się, że widziałem tam nawet morfinę... - wskazał palcem na stół stojący w oddali za nimi, gestem jak gdyby sam niedowierzał swojemu odkryciu.
Nie mógł nie wykorzystać takiej szansy na obezwładnienie Mojera. Rzucił się na odwróconego chłopaka i starał się odebrać mu broń.
Wtedy właśnie padł strzał.
No dobrze. Licze na odzew w komentarzach ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O kurcze, to mnie zaskoczyłaś..pytanie mam tylko jedno.. Dlaczego w takim momencie koniec?! Haha no rozdział genialny ale po przeczytaniu tego rozdziału boję się tej ostatniej części :D
OdpowiedzUsuńNoo czekałam na ten Rozdział i jak zawsze było warto :D pozdrawiam
OdpowiedzUsuń~O
Mocna część :o czekam na kolejną! :) oby jak najszybciej :D
OdpowiedzUsuńWkradł ci się mały błąd, którego nie byłam w stanie pominąć- kierownicą, a nie kierownicom ;)
O dziękuję za uwagę, nie wyłapałam w trakcie czytania ;) już poprawiam
Usuńoo jaki cudowny rozdział kochana ! :* czekam na ostatnią część ! :)
OdpowiedzUsuń~K
Po przeczytaniu tego rozdziału powiem,że masz talent dziewczyno heh ;D
OdpowiedzUsuńAle tyko niech ci na myśl nie przyjdzie,żeby ten strzał padł do andrzeja..
~W
ciekawy rozdział powiem szczerze że bardzo zaskoczyła mnie ta końcowa akcja i nie mogę się już doczekać nexta w którym będzie ona zakończona :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
~A
kurczę czemu w takim momencie? :D oczywiście żartuję,i czekam z niecierpliwością na ten ostatni rozdział! :D Super !!
OdpowiedzUsuń~N
Jeejku no cudo,andrzej zrobi wszystko by chronić swoją rodzinę,a ty to tak genialnie pokazujesz w tekście ! Bardzo fajnie
OdpowiedzUsuń-J
super,mam nadzieję,że kolejne opowiadanie też będzie o falkowiczu !! :D świetnie piszesz oby tak dalej
OdpowiedzUsuń~M
Będzie kolejne opowiadanie, o Falkowiczu ;) Jakże by inaczej, skoro już nikt o nim nie pisze. Ale póki co zajmę sie tym.
OdpowiedzUsuńA będzie Kasia I Matylda ? :P
UsuńA tego nie zdradzę ;) Sami zorientujecie się dlaczego w trakcie czytania ;)
Usuńsuper ! nie mogę się już doczekać :)
UsuńMogłabys kiedyś zrobić jakieś opowiadanie o swoim wyobrażeniu jego młodości? Bo takiego czegoś nigdzie nie ma :(
UsuńHmm może jako następne? Wymyśle fabułe i opiszę;) dzięki za propozycję!
UsuńCieszę się że nie rezygnujesz z pisania, bo myślałam że to już ostanie opowiadanie :)) jestem ciekawa tematyki kolejnego opowiadania i czy pojawi się w nim fa&da
OdpowiedzUsuńCo to rozdziału to świetnie rozpisany- chodzi mi o dialogi i odczucia bohaterów
Widzę że do ostatniej części postanowiłaś nas trzymać w napięciu nie mogę się jak zwykle doczekać nexta mam nadzieję że wszystko skończy się dobrze skoro to ostatnia seria i może jakiś epilog pełen cukru na koniec, oczywiście to tylko moje przypuszczenia hahaha? :D
KM
hahah ja też bym bardzo chciała aby w następnym opowiadaniu pojawiła się fa&da ale zobaczymy czym nas zaskoczy,z resztą jak zawsze :D
Usuń~O
oo ten rozdział jak najbardziej na TAK!! mega,przepraszam że dopiero teraz ale nadrabiam,bo wiadomo szkoła..no ale jestem bardzo ciekawa jak dokończysz tą końcową akcję w kolejnym rozdziale ;D pozdrawiam
OdpowiedzUsuńmożna liczyć na jakiś fragment dzisiaj? :D
OdpowiedzUsuńStaram się jak moge żeby zaskakiwać i nie powielać pewnych schematów. Nie wiem jak mi sie udaje, mam nadzieję że choć trochę.
OdpowiedzUsuńAle zdaje sobie sprawę z tego jak wiele mi jeszcze brakuje do dobrego pisania.
A i co do fragmentu - oczywiście będzie. Ale nie wiem, czy dzisiaj. Po prostu czasem wolę napisać ciut więcej, a nóż będzie lepsze ;)
a kiedy możemy spodziewać się tego ostatniego rozdziału ? :) :D
Usuńkiedy będzie next? :) :)
OdpowiedzUsuń