środa, 14 września 2016

Rozdział 8


Bywały takie dni, kiedy Kasia nie chciała być już zadbaną kobietą, taką w pełnym makijażu, chyboczących się szpilkach i sukience, w której musiała wciągać brzuch. Czasem potrzebowała po prostu być sobą. Nieuczesaną, z cieniami pod oczami i wełnianymi skarpetami, które wystawały spod męskiego dresu. I co z tego, że nie wypada. Kochała ten jednoczęściowy dres Andrzeja, w którym czuła się niesamowicie swobodnie. Jedyne co jej zostawało wtedy z damskich zwyczajów, to kieliszek wina w dłoni. Tej części kobiecego życia nie mogła sobie odmówić.
Tej jesieni wieczory stawały się chłodniejsze, dlatego wychodząc na tarasowe krzesła nie zapomniała o kocu, który póki co leżał obok niej. Chłodniejsze powietrze wydawało się znacznie bardziej rześkie, niż te w ciągu dnia. Upajała się nim w spokoju, oddychając powoli, obserwując prawie bezchmurne niebo. Z radością odnalazła konstelację gwiazd, jedyną którą potrafiła sprecyzować. Mały wóz, pomyślała dumnie. Jako matka Matyldy raczej nie miała się czym hełpić, bo dziewczynka posiadała znacznie większą wiedzę na temat sfer pozaziemskich, lecz zdążyła się już pogodzić ze swą ułomnością. Lata macierzyństwa nauczyły ją pokory.
Popijała kolejny kieliszek czerwonego wina, z kolekcji swego partnera, gdy ten właśnie pojawił się w drzwiach tarasowych. Przystanął na moment, by spojrzeć na relaksującą się Kasię. Andrzej dla odmiany miał na sobie pełen garnitur. Granatowy z czerwoną poszetką, krawatem z tego samego materiału, a włosy jak zwykle perfekcyjnie ułożone. Zabawne jak w niczym do siebie akurat nie pasowali.
Mimo wszystko uśmiechnął się na jej widok, choć blado. Podszedł do niej od tyłu i ucałował gdzieś w okolicach żuchwy, muskając swym delikatnym zarostem o jej gładką skórę.
- Śpi. - rzekła, kiedy usiadł na krześle obok. Jakby chciała się usprawiedliwiać.
- Wiem. Zajrzałem do niej. - zmęczony rozluźnił krawat pod szyją, by po chwili pozbyć się go zupełnie. - Musiała być naprawdę padnięta. - dodał swobodnie, przyglądając się etykiecie na odkorkowanej butelce.
- Już zapowiedziała, że musimy jej wykupić dodatkowe lekcje pływania. - zarzuciła swymi bawełnianymi skarpetkami i ułożyła nogę na nogę, by mimo wszystko choć trochę gracji zachować. - I nie zgadniesz czego się dowiedziałam. - spojrzała na niego na chwilę spod uniesionych brwi, które nota bene także wymagały interwencji kosmetyczki. - Twój braciszek zostanie ojcem. - rzuciła informacją dnia, która wymsknęła się niechcący jej córce.
Andrzej głęboko zaszokowany uniósł swe idealnie dla odmiany wyprofilowane brwi, po czym zaśmiał się szczerze w głos.
- Adama ojcem? - powtórzył. Tak, to zdecydowanie się ze sobą gryzło, nawet w nazwie. Nie wyobrażał sobie tego młodego chłopaka w roli odpowiedzialnego tatusia. Krajewski jak nikt inny nie pasował do wizji troskliwego, czułego, zamartwiającego się faceta. Po raz kolejny w wyobraźni Andrzeja ukazał się obraz jego brata, który zmienia pampersy swemu potomkowi. Nie, to nie mogło być prawdą. A jeśli tak...
- Już współczuje temu dziecku. - podsumował, kiedy Kasia kiwnęła twierdząco na jego ostatnie pytanie. Ona także była zaskoczona. Nie miała okazji poznać zbyt dobrze Adama, tym bardziej Wiktorii, ale nigdy nie sądziła, że ci tak szybko zdecydują się na potomka. - Adam to ostatnia osoba, której można by powierzyć pod opiekę niemowlę. Nie licząc tych krótkich chwil, kiedy jest odpowiedzialny, to on jest osobą, która wymaga opieki. - zakpił, mówiąc to z nieschodzącym uśmiechem na twarzy. Choć przez chwilę zapomniał o utrapieniach dnia dzisiejszego. - A Wiktoria... - pokiwał tylko głową. - Sama sobie zrobiła psikusa. - doskonale znał tę wiecznie zapracowaną kobietę, która macierzyństwa bała się jak ognia. Jej priorytetem była kariera i nic poza tym. Aż dziw, że znalazła w życiu chwilę na seks z jej bratem, już nawet nie wspominając o związku.
Po raz kolejny pokiwał głową niedowierzając. To była wpadka, wpadka jak nic, pomyślał.
- Andrzej... - zaczęła niepewnie, lecz gdyby nie te kilka kieliszków wina, zapewne nie zadałaby tego pytania. Może to sama świadomość wypitego alkoholu tak wpłynęła na jej odwagę, bo wino nie miało wszak wielu procent, ale cofnąć się już nie mogła, skoro zaczęła.
Mruknął z westchnieniem, gdy rozbawienie ustąpiło, a jego miejsce na nowo zajęło zmartwienie, teraz tak wyraźnie wypisane na jego twarzy.
- Naprawdę nie chciałbyś mieć ze mną dziecka? - wspomniała w myślach jego ostatnie słowa, kiedy to Matylda domagała się braciszka. Do tej pory nie zastanawiała się nad kolejną ciążą, ale teraz... poczuła, że musi w końcu poruszyć ten problem.
- Chcesz mi o czymś powiedzieć? - spojrzał. Sama zwątpiła co do swego stanowiska w tej sprawie.
- Nie jestem w ciąży. - zrugała go wzrokiem. - Kochany bądź poważny. - odłożyła pusty kieliszek na stół i obróciła w jego stronę, jakby gotowała się do ataku. Słownego, naturalnie, lecz i taki wymagał oprawy, aby nadać mu nuty powagi. Przecież takie kwestie należy omawiać w związkach. To naturalne. Musiała znać wyobrażenia swojego partnera na ten aspekt ich wspólnego życia.
- Mam już córkę i nie potrzeba mi więcej do szczęścia. - podjął w końcu. - Chyba nie przejęłaś się prośbami Matyldy? - westchnęła tylko. Zacisnęła wargi, nie wiedząc jak ma przez to przebrnąć.
- A gdybym zaszła w ciąże? - drążyła.
- Ale nie zaszłaś. - powoli zaczęło go to denerwować. A miał ku temu powody. Dziecku należało zapewnić godną przyszłość, a przecież on już był coraz starszy. Co więcej jego organizm tyle przeszedł, że następnym razem wyłoży się w walce o życie, łapiąc zwykłe przeziębienie.
Zamyślił się na chwilę.
Może trochę przesadził. Ale to wcale nie oznaczało, że mogli tak ryzykował. Doświadczył utraty rodziców w młodym wieku. Nie chciał by ani Matylda, ani tym bardziej jego przyszłe dziecko wychowywali się bez ojca. Nie zada swym potomkom takiego ciosu, jakiego on sam doświadczył przed laty. Póki co czuł się dobrze, lecz czas bywa zdradliwy.
- Już postanowiłeś? A moje zdanie w tym wszystkim ma jeszcze jakieś znaczenie?
- Kaśka o co ci chodzi? Zazdrościsz Wiki, czy chcesz mnie po prostu zdenerwować?
- Nie liczysz się ze mną. - syknęła. - O to mi chodzi. - zmieniła wyraz twarzy na ten z głębokim wyrzutem. Skupiła na nim te wielkie błędne oczy i wpatrywała się tak milcząc przez chwilę.
Można by rzec, że ją zawiódł. Z pewnością nie takiej reakcji się spodziewała. A jeśli była naiwna? Za daleko zabrnęła? Nagle zamarzyła o kolejnym maluszku, zapominając jednocześnie o swoim kochanku? Znała go przecież, a ludzie rzadko zmieniają podejście do pewnych spraw. Bo czy Falkowicz potrafiłby stać się czuły dla takiego maleństwa? Czy wstawałby do niego po nocach, tulił do snu? Przecież tego wymagałoby ich dziecko. A jeśli to ona jak na kobietę przystało musiałaby zarywać nocki, podczas gdy on pracowałby na utrzymanie swych pociech? A co jeśli jemu odpowiadały takie staromodne podziały?
I przestraszyła się wizji ciąży. W takim razie runęłaby jej cała kariera, którą tak bardzo starała się odbudować od czasu tego nieszczęsnego wypadku. Już na zawsze przywiązana by była do obowiązków domowych. Upadłaby na dno, a jej rola kobiety wróciłaby do stanu sprzed kilku wieków.
- Kaśka... - to zdecydowanie nie był najlepszy dzień na takie rozmowy. Każdego innego zareagowałby spokojniej, ale nie dziś. - Błagam cię, nie zaczynaj. Nie chce kolejnego, skupmy się na tym, które już przyprawia mnie o siwe włosy. - wstał z siedzenia, by obejść je w paru wolnych krokach. Zmarnowany przeszedł kawałek i zatrzymał się na chwilę za plecami swojej ukochanej. - Nie siedź za długo. - dodał po chwili i skłonił się, lecz nie po to, by pocałować ją w policzek, choć rzeczywiście był naprawdę blisko. Sięgnął koc, który został wciśnięty na siedzeniu kobiety pomiędzy jej udami, a podłokietnikiem. Jednym ruchem rozłożył go i bez słowa założył na ramiona zdenerwowanej kobiety.
I odszedł. Nie racząc jej choćby krótkim spojrzeniem.
   Każdego dnia intensywnie myślał o ich przyszłości. Dzisiejszy przygwoździł go brutalnie do rzeczywistości. W końcu zdał sobie sprawę z tego, że nie ma pojęcia jak ma wyglądać ich idealna przyszłość. Chciał być z Kasią, by wszystko nareszcie ułożyło się dobrze. Po prostu dobrze. A teraz okazało się, że "dobrze" to za mało.
Bo musiał być przecież jakiś plan, aby wszystko co przyjemne nie skończyło się jak za pstryknięciem palców. Teraz nadszedł taki dzień, kiedy jego ukochana zapytała o przyszłość. Co więc miał odpowiedzieć? Nie przewidział jej? Porwał się chwili i postanowił wejść w związek, którego przyszłość jest niepewna?
Lecz powróćmy na chwilę do źródeł owego strapienia. Andrzej był mężczyzną honorowym, a taki musiał dbać o godny byt swojej rodziny. Ta z kolei wymagała od niego deklaracji, które mogły być ponad jego siły.
Ona chciała dziecka. A on uważał, że jest na nie za stary. Hmm... inaczej. Andrzej bał się, że odejdzie z tego świata, nim jego potomek dorośnie. W końcu zdrowie już nie to, a dzisiejszego dnia dowiedział się, że najprawdopodobniej nie wróci do stołu operacyjnego. Cios dla chirurga. W sam środek słabego serca.

Lecz któregoś dnia jego lęki zostały poddane próbie. Zwyczajne popołudnie, kiedy dyrektor Leśnogórskiego szpitala klinicznego odbierał po godzinach pracy swoją nastoletnią córkę z gimnazjum. Zjawił się punktualnie, a mimo to Matylda zaskoczyła go swoim naburmuszonym wyrazem twarzy. Podeszła zła do ojca i bez słowa powitania wylała swoje żale.
- Dlaczego kazałeś po mnie przyjechać temu Jankowi? - Falkowicz zaniemówił na moment. Lecz po chwili kipiał już ze złości.
- Ten Mojer po ciebie był? - wrzasnął, tracąc nad sobą kontrolę.
- Po co go tutaj przysłałeś? Dobrze wiesz, że go nie cierpię. - Andrzej konsekwentnie nie odpowiadał na słowa córki. Bo i po co? Faktem było, że ten cały rehabilitant przekroczył wszelkie granice i zbliżył się do jego córki. Może i wcześniej Andrzej miał jakieś skrupuły, obawiał się zniszczyć chłopakowi karierę, bo przecież to nie na miejscu odgrywać się za uprzedzenia... Lecz teraz furia stała się jego jedynym odczuciem.
Ten cały Jan posunął się za daleko. O krok milowy. I pożałuje. Oj pożałuje, że zadarł z Andrzejem Falkowiczem.

Jan obawiał się, że właśnie tak zareaguje na niego dziewczynka. Kiedy grzecznie poprosił, aby wsiadła z nim do samochodu, ta zbluzgała go od imbecyli i zanim zdążył zareagować ona pobiegła z powrotem na teren szkoły. Dopiero po pewnym czasie dotarło do niego, że zadziałał pochopnie i nieostrożnie. Należało całą akcję zaplanować, a tak tylko sobie zaszkodził. A wszystko przez pośpiech. Zbyt dużo emocji w nim tkwiło. Urażona duma i zranione uczucia nie były dobrymi doradcami.
A przecież wszystko miało być dobrze.
Chciał zaprosić dziewczynkę na lody i zbliżyć się do niej by ich kontakty poprawiły się choć trochę. Wszak Droga do serca jego miłości musiała wieść przez względy jej córki. Bo czy nie tak działał ten cały profesorek? Zaskarbił sobie tego rozkapryszonego dzieciaka i tym kupił Kasię.
Ale ona go nie chciała. Widział to. Musiał ją odzyskać, bo tylko jemu była przeznaczona. Falkowicz omamił ją swoimi sztuczkami i wziął na litość.
Tak, ten miał w rękawie same asy. Cóż więc mógł zrobić Janek?
Udowodnić Kasi, że on nadal ją kocha, z wzajemnością.

- Jak to był pod szkołą? - Kasia coraz bardziej panikowała. Obawiała się, że Janek mógł zrobić coś głupiego. A przecież sądziła że go zna i jej przyjaciel nigdy nie posunąłby się do czego takiego.
- Matylda idź umyj ręce przed obiadem. - zarządził Andrzej. Nie chciał zdenerwować się przy dziewczynce. I tak już była przestraszona, kiedy okazało się że ten chłopak wcale nie został przysłany przez jej ojca. Jan okłamał ją mówiąc, że przyjechał po nią na prośbę Andrzeja, bo temu przeciągnęła się operacja. Już wtedy powinna podejrzewać, że coś jest nie tak.
- Nie traktujcie mnie jak dziecko. - spojrzała na rodziców. - Widzę co się dzieję. Mamy kłopoty tak? Przez tego Janka? - zauważyła jak tata zaciska pięści. Zawsze tak robił, kiedy się denerwował. - Mamo powiedz, że do niego nie wrócimy. - jęknęła, a Kasia objęła ją czule. Splotła swe dłonie na plecach swej córeczki, tak ściśle jakby zaraz miała ją stracić.
- Kochanie, nie musisz się bać. - pocieszała, choć sama miała strach w oczach. Takim wzrokiem spojrzała na Andrzeja, który kątem oka przyglądał się swoim dziewczynom. Był cały spięty i tylko cudem jeszcze nie dał upustu swym emocjom. - Nasz dom jest tutaj i nigdzie się stąd nie wybieramy. - zmusiła się do uśmiechu, który miała dostrzec Matylda. - A teraz idź do swojego pokoju i odrób lekcje. Zaraz przyjdę je sprawdzić. - mała niechętnie pokiwała głową i opuściła salon.
- Zabije gnojka. - nie żałował sobie jadu, wypowiadając te słowa. Nienawidził chłopaka jeszcze bardziej, do granic swych możliwości. W całym jego parszywym życiu chyba jeszcze nikogo nie darzył taką odrazą. Dlatego słowa jakie wypowiedział nawet jemu wydawały się szczerą prawdą, zapowiedzią swoich zamiarów. Miał szczerą chęć pozbawić tego szczeniaka życia, bo zagroził jego rodzinie. I najchętniej zrobiłby to już teraz, ulżyłby swoim torturom. Na co jeszcze czekał? Mógł zacząć działać i dać nauczkę chłopakowi, by pozbyć się intruza.
Już się gotował, gdy poczuł jej ręce na swych ramionach. I temperatura spadła. Teraz miał ochotę tylko połamać mu wszystkie kości.
- Bądź rozsądny. - jakby czytała mu w myślach. - Nie możesz zrobić nic głupiego.
- Każdy sąd mnie uniewinni, jak zobaczą jakiej ofiary losu pozbawiłem życia. - nie potrafił zapanować nad spiętymi mięśniami, które za nic w świecie nie chciały rozluźnić się pod wpływem masażu dłoni Kasi.
- Andrzej proszę cię. - westchnęła. - Załatwmy to polubownie. - te jej prawnicze określenia. - Porozmawiam z nim.
- Mowy nie ma! - gwałtownie odwrócił się w jej stronę. Zdecydowanie łatwiej było jej wpaść na taki pomysł, nie patrząc mu w oczy. Widząc błysk złości w jego oczach sama miała ochotę wrzasnąć do siebie "No jasne!"
- Znam Janka. Kogo posłucha jeśli nie mnie? - Andrzej pokiwał głową z niedowierzaniem. - Wytłumaczę mu, że ja nic do niego nie czuje. - brnęła dalej.
- Wykluczone! Kaśka, nie zbliżysz się do tego gnojka!
- Musimy spróbować. Musze... wyprowadzić go z błędu. - przygryzła dolną wargę, patrząc błagalnie na Andrzeja. Jego także musiała przekonać do słuszności swych pomysłów. W przeciwnym razie, to on przejąłby inicjatywę, a tego się właśnie obawiała najbardziej.
- To psychopata. - złapał ją za ramiona. - Sam się nim zajmę, a ty obiecaj mi, że nie będziesz się wtrącać.
- Nie ma mowy! - teraz to ona podniosła głos. - Jesteśmy razem, czy nie? - nie było z nią łatwo.
- Kasiu... - westchnął. Miliony myśli w ułamku sekundy jak zmory męczyły jego skołowany umysł. A każda z nich zostawiała jeden ślad na twarzy profesora - strapienie.
- Nie czekaj z kolacją. - rzekł spokojnie. I pocałował ją w czoło, jak zwykł robić przed każdym wyjściem do pracy. - Kocham cię. - dodał, gdy już szedł w stronę drzwi.
- Andrzej, do cholery!








Co mogę więcej powiedzieć? Nie było sensu dodawać drugiego fragmentu.









13 komentarzy:

  1. ..Nie wiem co mam ci napisać o tym rozdziale.. serio jest GENIALNY ! cudo ! Po prostu czytasz mi w myslach jeśli chodzi o niektóre momenty .. ;D super !

    OdpowiedzUsuń
  2. oo suuper rodział!! Bardzo mi się podoba! Czekam na więcej takich rozdziałów !
    ~W

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Czekam na next w takim razie :D
    -O

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie ze taki długi rozdział ci wyszedł super się go czytało czekam na kolejny! Pozdrawiam
    -K

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie piszesz! Czekam na dalsze części :)
    ~MN

    OdpowiedzUsuń
  6. Łoo dopiero co przyszłam ze szkoły a tutaj taka niespodzianka i rozdział!! Świetny i widać że starałaś się pisząc go,ja osobiście jestem ciekawa dalszej sytuacji z janem,no i andrzej,który nie chce dziecka,,wszystko tak się fajnie zgrywa i nakręca,czekam na next w takim razie i pozdrawiam :) :)
    ~N

    OdpowiedzUsuń
  7. szkoda że andrzej nie chce dziecka :( no ale przynajmniej cieszmy się,że połączyłaś go z kasią :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy tylko ja jestem bardzo ciekawa dalszej histori z janem i reakcji falkowicza? ;D pozdrawiam
    ~A

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam nadzieję, że w następnej części uda mi się wiele wyjaśnić. Zdecydowanie skupię się na reakcji Falkowicza właśnie. Nie zapominając o jego rodzinie. No i konfrontacja z Janem, ale czy to w następnym... tak sądzę, ale nie obiecuje. Nie potrafię przewidzieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja i tak myślę że trudno będzie ich rozdzielić bo są dla siebie stworzeni XD ale pewnie masz już na to pomysł hahaha
    KM

    OdpowiedzUsuń
  11. super rozdział,czekam na next ;D !!

    OdpowiedzUsuń
  12. jaki genialny rozdział!! trochę spóźniony komentarz,ale jeszcze jedno pytanie,kiedy pojawi się next> :D
    ~N

    OdpowiedzUsuń
  13. Można liczyć na jakiś fragment? :)

    OdpowiedzUsuń