sobota, 14 maja 2016

Rozdział 32 cz. II



Guz okazał się być znacznie większy, niż sądzono początkowo, dlatego też po serii badań lekarze zdecydowali się na częściową eliminację guza za pomocą radioterapii protonowej, a resztę nowotworu zamierzali zwalczyć chemią. Ta ostatnia część planu leczenia przybiła profesora najbardziej, choć starał się tego nie okazywać. Z miną pokerzysty przyjął to, czego nie spodziewał się usłyszeć i oczekiwał na dalsze działania kolegów lekarzy.
- Profesor bardzo dużo mi mówił o rezultatach takiego leczenia. Daje spore szanse. - Kasia rozpakowywała zapasowe ręczniki, które zdążyła kupić w mieście. Andrzej zaś cierpliwie odbierał od kobiety nadbagaż i układał w szafce nocnej. Nie odzywał się jednak wiele. Odpłynął gdzieś zamyślony, przytakując na wszystko, lecz nie do końca uważając na słowa towarzyszki.
- Matylda? - dostrzegł w końcu, że na sali nie ma jeszcze dziewczynki.
- Kupuje sobie herbatę z automatu. - Zamyślona kobieta odparła machinalnie, zastanawiając się nad tym, czy aby na pewno wszystko zostało kupione. Mężczyzna pokiwał głową i osiadł ciężko na łóżku. Kasia dostrzegła jego zgnębienie i z zawahaniem przysiadła obok Andrzeja. Spojrzała na niego kątem oka, przygryzając delikatnie dolną wargę. W myślach ważyła słowa, które cisnęły się jej na usta.
- Nie martw się, niczego mi nie brakuje. - westchnął podpierając się dłonią o zagłówek łóżka. - Z resztą i tak nic więcej tu nie zmieszczę. - jego szafka nocna rzeczywiście była wypchana po same brzegi zbędnymi artykułami, których mężczyzna prawdopodobnie nigdy nie użyje. Smuda jednak chciała jak najlepiej zadbać o ojca jej dziecka. Zestresowana jego stanem zdrowia starała się jak najbardziej wspierać mężczyznę i dopilnować, by temu niczego nie zabrakło.
- Widzę, że się martwisz. - odrzekła w końcu. On uśmiechnął się pod nosem na pewne wspomnienie. Zawsze odgadywała jego myśli, jak też mógł zapomnieć, że Kasia potrafi go tak szybko rozszyfrować. - Wszystko będzie...
- ...dobrze. Wiem. - dokończył. Jednak ze ściągniętymi brwiami i skupionymi na czymś za oknem oczyma, zaprzeczał raczej swoim słowom.
- Andrzej... - kobieta ułożyła swą dłoń na ramieniu mężczyzny, muskając delikatnie swymi palcami jego szyję. Odwrócił swoje spojrzenie na dawną kochankę i z ciepłem bijącym z jego oczu chwycił jej drugą dłoń, która bezpiecznie spoczywała na jej kobiecym udzie. Podsunął rękę Kasi pod swe wargi i złożył na jej skórze długi pocałunek. Kobieta tylko przez chwilę była zaskoczona, później to odczucie ustąpiło i pojawiło się nowe, dziwnie przyjemne i przyprawiające o ucisk w podbrzuszu. Andrzej oderwał swe usta od kobiecej dłoni i pochylił się nad jej właścicielką. Zawisł tak chwilę nad jej twarzą, obserwując jej rozchylone wargi. Uniósł lewą dłoń, by odgarnąć kosmyk jej ciemnych włosów za ucho. Tak bardzo nie lubił, gdy piękna twarz jest nimi przysłonięta. Jej żuchwa wydała się tak idealnie zarysowana, tak delikatnie zarazem, że odważył się przesunąć po niej swymi palcami. Zareagowała. Pochyliła się nad jego dotykiem, tracąc kontrolę nad sobą. Mężczyzna dostrzegł to i zbliżył się jeszcze trochę. Czuł jej oddech na swoich zimnych, spękanych wargach. Taki ciepły.
Nie dostrzegli, że do pomieszczenia właśnie weszła mała dziewczynka, która dopiero po chwili zauważyła, co się dzieje. Zaskoczona stanęła jak wryta i z szeroko otwartymi oczyma obserwowała rodziców. To było to czego tak bardzo pragnęła, ale nie sądziła że będzie świadkiem jakiegokolwiek ich zbliżenia. Dzieci na ogół sądzą, że ich rodzice takich rzeczy nie robią. Matylda uśmiechnęła się jednak, kiedy w końcu ojciec pocałował jej mamę i tak bardzo się w tym zatracił, że nie zauważył przyglądającej się im córki. Dziewczynka wycofała się szybko z sali i wyciągnęła swój telefon, by jak najszybciej poinformować o swym odkryciu wujka Adama.

Dni mijały, a Andrzej trzymał się jedynie nadziei na wyzdrowienie. Wyniki nie były tak zadowalające, jak początkowo zakładano, dlatego też cała terapia trwała dłużej. Profesor najbardziej w tym wszystkim nie znosił samych naświetlań protonowych. Zabierali mężczyznę wtedy na cały dzień, zajmując mu tym samym cenny czas, który mógłby spędzić z bliskimi.
- Prędzej będą musieli przebić się przez wieko, niż znajdą tego guza. - powiedział którymś razem, co zmroziło tamtejszych techników. Otóż proces naświetlań bywał bardzo żmudny i męczący, szczególnie dla pacjenta, który musi godzinami leżeć na stole maszyny, łudząco przypominającej rezonans. Z tą różnicą, że tutaj technicy długo muszą szukać idealnego położenia pacjenta, manewrując nieco owym stołem, by wiązki protonów krzyżowały się idealnie w miejscu guza. Co ciekawe i najważniejsze dla pacjenta - tkanki, które otaczają nowotwór nie ulegają zniszczeniu, lecz tylko sam rak. Dlatego dla profesora tak ważne było, aby poddać się temu rodzajowi leczenia. Mężczyzna nie mógł narażać innych narządów, gdyż jego organizm przeszedł naprawdę wiele i kolejnych zmagań mógłby już nie przetrwać. To też tak bardzo zmartwiło Falkowicza, gdy dowiedział się o uzupełnieniu terapii chemią. Nie znosił także jej skutków ubocznych, lecz to już temat na oddzielny akapit.
Za każdym kolejnym dniem schemat się powtarzał. Godziny naświetlań i zmęczenie, które odrywało go od życia na jawie. Wieczory przesypiał, dlatego na chwile normalnej rozmowy z nim trzeba było czekać do rana. Wtedy to w szpitalu pojawiały się Kasia i Matylda. Na te spotkania szczególnie cieszyła się dziewczynka, gdyż przed badaniami profesor był czulszy niż zwykle. Młoda nastolatka z ulgą przyjmowała jego bezinteresowne, czasami niespodziewane objęcia. Dla niej było to oznakiem poprawiającego się jego samopoczucia i stanu zdrowia zarazem, lecz on się martwił. Wykorzystywał każdą chwilę przytomności na wyrażanie uczuć, jakie w sobie skrywał przez cały czas. Bo się bał. Że może jednak nie przetrwa. I co wtedy? Obie kobiety musiały wiedzieć, jak wile dla niego znaczą.
- Wiesz, że kiedyś byłem gotów spędzić z tobą resztę życia? - zaczął któregoś poranka.
- Tak, wiele się zmieniło od tamtego czasu. - zaśmiała się, wspominając dawne czasy. Nie do końca zrozumiała.
- Nie to miałem na myśli. - przerwał, czym zainteresował kobietę. Spojrzała na niego mrużąc swe oczy. - Dobrze wiesz, że zawsze cię kochałem. - jej spojrzenie zmieniło się. Serce przyspieszyło, a oddech jakby stracił rację bytu. - I nadal...
- Przestań. - pokręciła głową, jakby chciała wymazać z pamięci jego słowa. Już zdążyła poukładać sobie w głowie ich relacje, przynajmniej tak sądziła. To co teraz poczuła najwyraźniej przesądziło o tym, jak bardzo się myliła.
- Kocham cię. - dokończył, patrząc na nią czule. - Czy nie udowodniłem ci już jak bardzo?
- Przestań. - szepnęła.
- Nigdy nie lubiłem dzieci, a Matyldę pokochałem. Dlaczego, hm? Jest tak bardzo do ciebie podobna... - ciągnął. Kasia otarła załzawione oczy. - Dlaczego płaczesz? - nie potrafił zrozumieć jej reakcji. Spodziewał się kpiny, uśmiechu, ale nie łez. Czym zatem tak ją zasmucił?
- Tak bardzo cię nienawidziłam za to co mi zrobiłeś. - wykrztusiła z siebie. - Nie teraz, kiedyś... - dodała. - Robiłam wszystko, żeby zapamiętać krzywdy jakie mi wyrządziłeś. Złamałeś mi serce, a kiedy zaszłam w ciąże tuż po naszym rozstaniu, wiedziałam że nigdy się od ciebie nie uwolnię. Bo Matylda zawsze była twoim dzieckiem Andrzej. Matka czuje takie rzeczy. Z czasem robiła się taka do ciebie podobna... Nie dawała mi o tobie zapomnieć. - zatrzymała się na chwile w swym wyznaniu. Spojrzała na niego czule i poprawiła mu rurkę, która miała dostarczać mu tlen przez nozdrza, zakładając ją za ucho. Chwyciła za jego szczękę, gładząc kciukiem po policzku. - Obiecałam sobie, że kiedyś się na tobie zemszczę. I kiedy zobaczyłam jak bardzo się na niej przywiązałeś... - uśmiechnęła się blado, poruszając łzę, która piętrzyła się na dolnej powiece oka.
- Z nas dwóch tylko ja byłam potworem.
- Więc wszystko co robiłaś było z poczucia winy. - spojrzała na niego zaskoczona. Lecz po chwili uniosła podbródek dumnie i przytaknęła ledwie dostrzegalnie. Dla niego to było jak cios w samo serce, lecz dla niej... no właśnie?
- Rozumiem. - odparł spokojnie.
Od tamtego czasu nie rozmawiali ze sobą wiele. Właściwie nie mówili w swoim towarzystwie więcej, niż było to konieczne. Kasia niewiele też wiedziała o postępach leczenia, gdyż nie mogła uzyskać takich informacji od lekarza prowadzącego. Matylda wyczuwała dziwne napięcie między rodzicami, dlatego zaczynała obawiać się o życie ojca.
- Tato?
- Tak skarbie? - od pewnego czasu Andrzej był bardziej przygnębiony. Więc też nawet nie spojrzał na dziewczynkę, lecz nadal wpatrywał się zamyślony w sufit.
- Wszystko dobrze?
- Dlaczego pytasz Matyldziu? - zerknął skonsternowany kątem oka na dziewczynkę, leżącą tuż obok niego.
- Mama chodzi taka smutna. - mężczyzna zacisnął usta, a oczy zdradziły ból, jaki właśnie odczuwał. - Coś się stało?
- Księżniczko... - westchnął po chwili. - Nie na wszystko mamy wpływ. - odrzekł zgodnie z prawdą, lecz mała opacznie zrozumiała sens jego słów i wstrząśnięta własnymi domysłami, wtuliła się w ramię ojca.
- Nie możesz mnie zostawić. Obiecałeś.
Leczenie protonowe dobiegało końca, gdyż guz został zmniejszony do zakładanych rozmiarów. Z resztą miała poradzić sobie chemia. Temu rodzajowi terapii profesor chciał poddać się już w Leśnej Górze, a może nawet jeśli zdołałby przekonać do tego lekarzy - w jego własnym domu.
A więc wrócili wszyscy razem, lecz jakby osobno. W milczeniu przebyli długą drogę do domu, choć każdemu ta cisza była potrzebna. Zagłębili się w swych własnych gnębiących myślach i zastanawiali, czy może nadejść coś jeszcze gorszego.

- Coś jest nie tak. - po kolejnej rozmowie z bratem (a było ich niewiele, gdyż Falkowicz nie zwykł odbierać od niego telefonów), Adam zyskał co do tego pewność.
- Jedź do niego. - Wiktoria pogładziła po plecach strapionego chłopaka. Już od dłuższego czasu widziała, jak bardzo gnębił się wyrzutami sumienia, dlatego że zostawił w Polsce chorego Andrzeja.
- Nie chce cię zostawiać. - był rozdarty pomiędzy dwoma osobami, które naprawdę kochał.
- Wracaj do brata. - przytuliła kochanka od tyłu, kładąc głowę na jego ramieniu.
- Boje się. - odwrócił się do kobiety i spojrzał na nią zbolałym wzrokiem.
- Musisz. Jeśli tego nie zrobisz, nie dowiesz się co jest grane. - uśmiechnęła się po chwili pocieszająco. - Jedź.
- Kocham cię rudzielcu. - ucałował ją w usta, czując ulgę, że Consalida tak wyrozumiale podeszła do jego wyjazdu. Ale też nie mógł zapomnieć o strachu, który nachodził go, gdy tylko wspominał brata.

Blady jak ściana podszedł do drzwi frontowych. Wspierając się o stojak do kroplówki z chemią, otworzył natrętnemu gościowi, który uparcie dobijał się do profesorskiego mieszkania.
- Jezu...
- Nie łudź się bracie. Ja pierwszy go zobaczę. - Wpuścił chłopaka do środka, obserwując ukradkiem niespodziewanego przybysza. W głębi ducha cieszył się z jego przyjazdu, lecz przygnębienie i złe samopoczucie to zła mieszanka. - Kawy, herbaty? Wiesz gdzie jest kuchnia. - wychrypiał i na tyle, na ile siły mu pozwalały wrócił w głąb mieszkania.
- Gdzie dziewczyny? - Krajewski rozejrzał się po ciemnym mieszkaniu, mimo że na zewnątrz świeciło słońce. Wszystkie zasłony były pozasuwane, gdyż jakiekolwiek promienie przedzierające się do środka drażniły zmysły wzroku profesora.
- Nie w głowie mi teraz takie zabawy braciszku. - Andrzej spojrzał na chłopaka z politowaniem, potrząsając znacząco kroplówką. - W tym momencie ratuje życie. Swoje dla odmiany. - zrozumiał, że ruch nie był najlepszym pomysłem, gdy poczuł dokuczliwe mdłości. Skierował się od razu do łazienki, by od razu siąść przy toalecie. Zmęczony opadł na podłogę w owym pomieszczeniu i nie miał ochoty ruszać się więcej stamtąd. Oparł się o porcelanę i przymknął powieki, walcząc ze wzbierającymi nudnościami. W razie potrzeby był w odpowiednim miejscu.
- Mówię o Kaśce i Matyldzie. - Krajewski podejrzewał, że przypuszczenia Consalidy sprawdziły się i Smuda zostawiła w końcu Falkowicza.
- U siebie. - odburknął w końcu dla świętego spokoju. - Całe i zdrowe.
- Czego nie można powiedzieć o tobie.
- Ja akurat mam się świetnie. - zauważył.
- Właśnie widzę.
- Nie o tym mówię Adam. Guza już prawie nie ma. Jeszcze parę chemii i... - rozmowa również nie pomogła jego samopoczuciu. Mężczyzna otworzył szybko klapę toalety i pochylił się nad nią całym ciałem, by w końcu zwymiotować. Młodszy chirurg wrócił po chwili z kuchni ze szklanką wody w ręce. Podał ją Andrzejowi, który ledwie utrzymał pełne naczynie w dłoni. Przechylił więc zawartość do ust i odetchnął z ulgą.
- Znowu zabrała ci Matyldę? - lecz on pokiwał przecząco.
- Wczoraj tu była.
- Nie rozumiem. To dlaczego tak wyglądasz? - Falkowicz uniósł brwi i mimo słabości, uśmiechnął się pod nosem, unosząc jeden kącik ust wyżej niż natura nakazuje.
- Jak na kogoś ze specjalizacją onkologiczną, zaskakująco mało wiesz o działaniu chemioterapii.
- Źle się wyraziłem. - chłopak przysiadł na brzegu wanny, opierając jednocześnie dłonie o kolana. - Jak gadaliśmy przez telefon wydawałeś się taki przybity. - Andrzej zacisnął usta. Na wspomnienie wyznania Kasi, jego twarz przybrała pusty wyraz twarzy. Zamyślony spojrzał gdzieś w przestrzeń przed sobą, katując się ową retrospekcją.

Kilka zakończonych seriach chemii, wiele spotkań z ukochaną kobietą, które okazały się torturami. Andrzej wracał do zdrowia, lecz nie dane mu było cieszyć się pełnią szczęścia. Gdy tylko nabierał sił po zakończeniu każdej chemioterapii, odwiedzał Matyldę tak często jak tylko mógł. Udawał wtedy przed Kasią, że w pełni uszanował jej uczucia, a raczej ich brak. Musiał stwarzać pozory resztek godności i nie pokazywać jak bardzo zraniły go słowa byłej kochanki.
Nic na siłę - pomyślał. - Nie można mieć w życiu wszystkiego.
Lecz nadal kochał tę jego Kasię.








Done... Co myślicie? Zawiedzeni? Muszę się wam przyznać, że miałam uśmiercić Andrzeja. Przekonała mnie dopiero siotra, która powiedziała, że lepiej pisze się złe zakończenia, ale czyta szczęśliwe.
Ta cała protonoterapia, o której też usłyszałam o przez przypadek pewnego dnia w radiu, gdy jadąc samochodem (tak, myślałam o opowiadaniu w każdym momencie) rozmyślałam nad tym, czy byłby jakikolwiek ratunek dla profesora, jeśli akcja toczyłaby się w prawdziwym życiu.
No i prosze.

Ale....


To nie koniec moi drodzy. Jak zapewne wiecie, nie można zaplanować wszystkiego. Nie można zaplanować kiedy pojawi się nowa częsć, ani ilości rozdziałów opowiadania. Dlatego też to jeszcze nie koniec historii. Co mam na myśli - przed wami kolejna - ostatnia część. Mam nadzieje, że to dobra wiadomość. :)

18 komentarzy:

  1. Świetna część :) no i dobra wiadomość,że będzie jeszcze jedna tylko pytanie,-co w niej będzie? :) Nie uśmierciłaś Andrzeja za co nie tylko ja będę ci dziękować heh :) ale on i kasia jednak razem nie są.. czy oznacza to,że w kolejnej części chcesz ich połączyć? a może jeden happy end wystarczy i coś innego znajdziemy w tej kolejnej części? :) Jestem bardzo ciekawa ale i szczęśliwa ponieważ to naprawdę wspaniała część :) fajnie to wszystko ujęłaś i widać,że chciałaś zostawić coś takiego..jakby to powiedzieć..otwartego? nie wiem jak to powiedzieć :) tutaj oczywiście chodzi o kasię i Andrzeja :) Ale cóż powiedzieć mogę? :) Cudo ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli jeszcze jedna część do tego opowiadania? Jeśli tak to super !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w rodzaju epilogu, ale podpisze jako kolejny rozdział ;)

      Usuń
  3. Mi jakoś przykro ze została jeszcze tylko jedna część.... Czekałam i wyobrażałam sobie jak będziesz opisywać dalsze losy naszych bohaterów.... Pierwsza wspólną noc po tak długim rozstaniu Kasi i Andrzeja, jego powrót do pracy, życie codzienne jako rodziny... Szkoda że nie będzie dalszych części /Viki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubie oczywistej fabuły, a od jakiegoś czasu wszystko za ładnie się układało ;) Cierpliwości, coś jeszcze będzie ;)

      Usuń
  4. Możemy się spodziewać epilogu jeszcze w tym tygodniu ?

    OdpowiedzUsuń
  5. jest szansa że będzie dziś ten epilog? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu nie, sama licze na to że napisze do końca tygodnia, ale musicie mi wierzyć - w czas wolny nie mam siły na nic :/

      Usuń
  6. ooo rozdział prze cudowny *_* przepraszam,że dopiero teraz,ale problemy z internetem robią swoje.. świetny i nie mogę się doczekać tej ostatniej części :) !!! jest szansa że jeszcze dziś będzie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze miło przeczytać komentarz, nawet z opóźnieniem. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne z tych oczywistych względów, ale też dajecie mi spojrzeć na opowiadanie z innej strony. Rozdział bez komentarza jest dla mnie nie pełny. I wierzcie mi - bardzo często zaskakujecie mnie swoimi spostrzeżeniami i ich trafnością.

      Co do pytania- odpowiedź jak wyżej;)

      Usuń
  7. A ja jak zwykle znacznie spóźniona. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz :-D

    Rodział, jak zwykle, cudowny!
    Jak dobrze, że Andrzej przeżył! A tak bardzo się bałam, że go uśmiercisz... Kamień z serca! ;-)
    Między Kasią i Andrzej już wszystko było na dobrej drodze, a tu... Nie wyszło. Póki co, przynajmniej. Może to się jeszcze zmieni?
    Falkowicz dalej jest ojcem dla Matyldy, jego ukochanej córeczki. W końcu obiecał, że zawsze będzie przy niej, czyż nie? Więc obietnicy musiał dotrzymać i wyzdrowieć, choćby tylko dla tej małej.
    Jeszcze jedna część? Nawet nie wiesz, jak się cieszę! :-)
    N.

    OdpowiedzUsuń
  8. Będzie dziś next? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś możecie liczyć na fragment. Wiem, że minął tydzień, ale musicie mnie zrozumieć. Początki w nowej pracy są trudne, tym bardziej kiedy pracuje się po ponad 10h dziennie z wolnymi jedynie niedzielami.
      Ale dam rade, zacisne zęby, przysiąde i napisze. Nie takie trudne momenty były, a rozdziały się pojawiały. Więc cierpliwości, nie zostawie was z niczym :)
      Pozdrawiam Was ciepło ;)

      Usuń
    2. spoczko :) rozumiemy :D

      Usuń
  9. będzie dzisiaj fragment?

    OdpowiedzUsuń
  10. albo rozdział? ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejku nie mogę się doczekać.... Sprawdzam stronę kilka razy dziennie :3 V.

    OdpowiedzUsuń