poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 16



  Auto pojechało pod posiadłość profesora. Mężczyzna zapłacił i wysiadł czym prędzej, by otworzyć drzwi starszej z kobiet, jak na dżentelmena przystało. Kasia obdarowała go swoim podejrzliwym spojrzeniem, które natychmiast zamieniła na jedno z tych wyrażających urażoną dumę.
- Przestań mnie we wszystkim wyręczać. Słyszałeś o czymś takim jak feminizm? - podeszła do niego, kiedy ten chciał wyjąc walizkę z bagażnika.
- Feminizm nie ma tutaj nic do rzeczy. - taktownie odebrał kobiecie walizkę i ruszył przed siebie na teren podwórza. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy zauważył jak Matylda wyprzedza go biegiem i pędzi szczęśliwa w stronę drzwi. Jego uszu dosięgnął także nerwowy tupot szpilek za jego plecami.
Otworzył drzwi po czym przepuścił Matyldę, która od razu poczuła się tam jak u siebie. Zaczekał jeszcze chwilę, by również Kasia mogła wejść przodem. Kobieta jednak dumnie na niego spojrzała i ani myślała dać mu tę satysfakcję.
- Zmarzniesz. - odezwał się pobłażliwie.
- Nie rób z siebie dżentelmena. Oboje wiemy, że to tylko maska. - Andrzej uniósł jedną brew zdumiony.
- Kiedyś ci się podobało. - szepnął zalotnie, co tylko jeszcze bardziej zdenerwowało Smudę. - Wchodzisz, czy nie? Chyba nie chcesz, żeby Matylda się przeziębiła? - dodał już chłodniejszym tonem. Kobieta tylko spojrzała na dziewczynkę, która chodziła po ogromnym salonie już bez okrycia wierzchniego. Nie myśląc wiele, minęła mężczyznę w progu, ignorując jego spojrzenie, które swoją drogą zmroziło ją bardziej, niż temperatura na zewnątrz. On natomiast przez chwilę bezkarnie mógł lustrował jej zgrabne łydki, które mimo mrozu eksponowała w spódniczce. Przelotnie spojrzał na jej wysokie szpilki. Ten rehabilitant chyba minął się z powołaniem, jeśli pozwolił jej na takie obuwie.
- Herbaty? Kawy? - Falkowicz swobodnie poruszał się po swoim królestwie, natomiast Kasia czuła się tam, jak w paszczy lwa. Niepewnie weszła w głąb mieszkania i ze zdumieniem, ale i też garstką zazdrości patrzyła na córkę, która rzeczywiście zachowywała się tam jak u siebie. Kasia postanowiła więc choć udawać, że obecna sytuacja wcale nie jest dla niej krępująca. Wyprostowała się nieco i podniosła brodę, po czym skierowała się w stronę ogromnego stołu, przy którym zapewne mieli napić się i porozmawiać.
- Kawy. - Falkowicz zalał więc filiżankę do pełna. Ze smakiem przyglądał się czerni w porcelanie, którą zdobiła brązowa pianka na wierzchu. Ten intensywny aromat niemal natychmiast pobudził jego zmysł węchu. Kasia dostrzegła dziwny żal w jego oczach i to, że w dłoni trzymał tylko jedno naczynie. Kątem oka zerknęła na blat kuchni i ku jej zdziwieniu nie dostrzegła tam drugiej filiżanki.
- A ty? - mężczyzna uniósł pytająco brwi, lecz po chwili domyślił się istoty pytania.
- Em, nie, ja nie piję. - Smuda zaintrygowana niecodziennym zachowaniem Falkowicza spuściła wzrok i zmysłowymi ruchami bawiła się pianką, co raz to zgarniając ją łyżeczką z brzegów filiżanki i tworząc w niej przypadkowe wzorki. - Jednak coś się zmieniło. - dodała w półszepcie. Andrzej przełknął ślinę, kuszony aromatycznym zapachem i skupił wzrok na kobiecie przed nim.
- Myślałem, że nigdy tego nie przyznasz. Ludzie się zmieniają, moja droga.
- W twoją przeminę trudno mi będzie uwierzyć.
- Kaśka...
- Dobrze, nie wracajmy do tego. - zamilkli na chwilę. Kasia wyprostowała się, a jej sylwetka przybrała pewną postawę. - Jest zimno, więc prosiłabym, żebyś niepotrzebnie nie wychodził z Matyldą na zewnątrz. W bocznej kieszące plecaka ma witaminę D. Sama będzie o niej pamiętała, ale mimo wszystko przypominaj.
- Nie przesadzasz? - mężczyzna zaskoczony przyglądał się Kasi, która z takim zaangażowaniem tłumaczyła mu o tych wszystkich błahostkach. - Opiekowałem się nią ponad rok. - dodał dobitnie, wyraźnie artykułując każde swe słowo. - Poza tym jestem lekarzem. Naprawę nie musisz przypominać mi takich...
- Muszę. Myślisz, że po roku nauczysz się opiekować dzieckiem? - niemal krzyknęła wzburzona. Gdy spostrzegła, że ich rozmowie cały czas przysłuchuje się dziewczynka, zmieszała się nieco. Falkowicz również zauważył, jak Matylda przestraszonym wzrokiem spogląda w ich stronę. Wstał więc i ruszył do niej, łagodnie się uśmiechając.
- Matyldziu? Mam dla ciebie niespodziankę. - uklęknął przed nią i wpatrywał się w jej nieufne oczy. - Jest w twoim pokoju. - dodał. Podniósł się i sięgnął delikatnie jej dłoni. Poprowadził dziewczynkę do jej pokoju, który cały czas na nią czekał. Wbrew swym wcześniejszym przypuszczeniom gdzieś w nim tliła się nadzieja na to, że ten pokój jeszcze zagości w swych skromnych progach małą Matyldę, która tak bardzo ożywiła dom profesora.
Powoli uchylił drzwi i przepuścił w nich dziewczynkę. Matylda dopiero po chwili dostrzegła coś, czego wcześniej w tym pomieszczeniu na pewno nie było. A stało to teraz tuż pod oknem, prezentując się pięknie w całej swej krasie. Czarne elementy połyskujące w blasku promieni słonecznych oraz stalowe rurki stojaka z lekkością podtrzymywujące zapewne masywny sprzęt.
- Teleskop - wydusiła zaskoczona. Andrzej uśmiechnął się dumnie. Wiedział, że jej się spodoba, w końcu tyle się nasłuchał o gwiazdach, przestworzach kosmicznych i układach słonecznych, że mógłby napisać o tym książkę.
- Dzisiaj wieczorem będziesz mogła zobaczyć asteroidę FX12 przelatującą bardzo blisko naszej atmosfery. - Profesor wiele się nauczył od tej młodej damy. Ale jakże by inaczej, skoro dziewczynka całymi wieczorami potrafiła opowiadać o kosmicznych ciekawostkach... wróć! ...o kosmicznych podstawach. Chcąc nie chcąc profesor wciągnął się w wir poszukiwania ciekawostek o przestworzach. - Powinna przelecieć pięć minut przed dziewiętnastą. O tam. - dodał, podchodząc do okna i wskazując miejsce, które z jego wyliczeń należało niedługo obserwować. Obrócił się, by spojrzeć na Matyldę i trochę się zaniepokoił, gdy spostrzegł, że ta nadal stoi w tym samym miejscu u progu pokoju. - Matyldziu? - Jego niepokój jednak prysnął tak szybko, jak się pojawił, gdy dziewczynka podbiegła do prezentu i zaczęła z ogromną fascynacją przyglądać się gwiazdom w teleskopie. Dziwne... ile strachu potrafi się zebrać w człowieku w zaledwie kilka sekund.
- Skąd wiedziałeś? - wrzasnęła zachwycona, cały czas bawiąc się - jak się okazało - profesjonalnym sprzętem. Szło jej to zadziwiająco sprawnie. Mała miała smykałkę, której Falkowicz nie mógł nie zauważyć i co za tym idzie - zaprzepaścić.
- Co to za pytanie! - żachnął.
- Fajnie, że pamiętałeś. - uśmiechnęła się, lecz jakoś smutno... Mimo to przytuliła się do niego. Andrzej w odpowiedzi splótł dłonie na wysokości swojego brzucha, ściskając jej drobne plecy. Mężczyzna również poczuł jakiś niewytłumaczalny smutek. Ale gdzie było jego źródło, skoro wszystko zdawało się dążyć ku dobremu? Być może żadne z nich nie zdawało sobie sprawy z niepokoju, jaki w nich narastał. Każde równie inteligentne i zdolne postrzegać rzeczywistość. Widzieli w jakiej sytuacji się znajdują i że wszystko trwa tylko chwilę, która może nigdy nie powrócić. Lecz nie sądź szanowny czytelniku, że wszystko jest winą Kasi, choć i ona nie była tu bezgrzeszna. Ale tkwiła w niej potworna zadra z przeszłości, którą tak bardzo chciałaby z siebie wyrwać. Poza tym Andrzej rozmyślał o czymś, czego i my niedługo się dowiemy, a co skomplikuje sprawy ich wszystkich. Ten niepokój ścisnął jego serce, a za sercem szły i dłonie, które jakby mocniej splotły się na drobnych ramionach dziewczynki. Chciał coś powiedzieć, ale wzruszenie odebrało mu głos. Zacisnął powieki i westchnął ciężko.
- Muszę porozmawiać z twoją mamą. - odezwał się, dyskretnie odchrząkując narastającą gulę w jego gardle. Mała pokiwała posłusznie głową. Falkowicz jeszcze chwycił za jej podbródek, uśmiechając się do niej. Dopiero kiedy ta odwzajemniła jego uśmiech, ruszył w stronę drzwi. - A dzisiaj wieczorem pokażesz mi, którą gwiazdę mam ci kupić. - mała zaśmiała się i gdy została sama, zajrzała przez teleskop w poszukiwaniu swojej ulubionej.
Falkowicz natomiast wrócił do salonu, gdzie gościł matkę dziewczynki. Ujrzał zamyśloną kobietę, która stała tyłem do niego, patrząc na ogród za tarasowym oknem. Minęła jakaś chwila zanim spostrzegła, że stoi ramie w ramie z Andrzejem. Zlękła się nieco i nieświadomie zacisnęła swe zimne dłonie w kostki.
- Przepraszam. - przerwała ciszę jako pierwsza. Mężczyzna wciąż wpatrywał się w krzewy pokryte szronem z niewzruszoną miną. - Nie powinnam była wywlekać przeszłości przy Matyldzie.
- To inteligentna dziewczynka. Widzi co się dzieje. - odparł w pomruku.
- Dlatego powinniśmy chociaż udawać, że się przyjaźnimy. Zachowywać jakieś... pozory. - zerknęła na Andrzeja, który zmarszczył nieco brwi na te słowa. Pozory? - powtórzył w myślach.
- Naprawdę nie stać nas na nic więcej?
- Koleżeństwo? Przyjaźń? Miłość? - wyliczała zdumiona. To nie było takie proste, by nagle zmienić kierunek swoich myśli. Usilnie trzymała się przy tym, co wmawiała sobie przez lata. Wyryła w swych myślach wizerunek Falkowicza, jako człowieka do głębi zepsutego, intryganta o masce bez skazy. Ilekroć wspomniała miłą chwilę z nim związaną, natychmiast ją zabijała wspomnieniem ich rozstania. Jednym kłamstwem przekreślił wszystko, co dobre i być może... nawet szczere. Dlatego kiedy teraz na niego patrzyła, widziała w jego oczach to, co dostrzegła kilka lat wcześniej - to ciepło i wzbierała w niej złość, że to ciepło jest równie autentyczne co kiedyś, a przecież takie nie było. Karuzela żalu się nakręcała za każdym razem, gdy profesor starał się być miły, gdyż brała to za grę, wzorową maskę, która przywoływała złe chwile.
- A jeśli nawet? Dlaczego nie moglibyśmy zacząć naszej znajomości od nowa? - zaśmiała się lekko, lecz gdy dostrzegła powagę na jego twarzy, wybuchła jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Dlaczego? Bo za dużo się stało, żeby tak szybko o tym zapomnieć. - dodała z iskierkami w oczach, które płynnie przeistoczyły się z rozbawienia w złość. - Wiele mnie nauczyłeś, ale tę lekcję zapamiętam sobie do końca życia - Nie mieć nic wspólnego z Andrzejem Falkowiczem. - wyrecytowała, patrząc na niego z czystą nienawiścią. Mężczyzna zbliżył się do kobiety, tak że ta niemal czuła na sobie jego oddech. Teraz to on miał nad nią przewagę. Wystarczyła chwila, by to on dyrygował sytuacją, jedno spojrzenie, by skruszyć przeciwnika. Próbowała unieść dumnie głowę, lecz ujawniła tylko swój strach.
- I pierwszy błąd. - mruknął. - Już mamy ze sobą coś wspólnego. - błądziła po jego twarzy, bezradnie szukając jakiegoś ratunku. Spowolniła oddech, by jej powietrze nie odbijało się o jego klatkę piersiową, gdyż miała wrażenie, że tym sposobem niemal go dotyka. Nie miała wyjścia i cofnęła się o pół kroku, po czym minęła mężczyznę. Nabrała dyskretnie powietrza w sparaliżowane płuca. Andrzej zachwiał się ledwie dostrzegalnie, jakby kobieta przed nim była jego podporą.
- Na początek spróbujmy ze sobą normalnie porozmawiać. Jak dorośli ludzie. - odzyskał swój poważny ton. Spojrzał na nią zwyczajnie, lecz ona poczuła się, jakby jego wzrok przenikał ją na wskroś. Jakby stała przed nim naga, obnażona ze wszystkich win. Znał ją przecież bardzo dobrze, otworzyła się przed nim lata temu. Dała mu dostęp do jej najgłębszych uczuć. Ale dopiero teraz uświadomiła sobie, że przecież wszystko, co o nim wiedziała może być fikcją, wizją wykreowaną przez samego mistrza blefu.
- Dobrze. Co było to było. Zacznijmy od nowa, ale bez emocji. - Kasia nie wiedziała jak naiwny był jej warunek. Ta dwójka za bardzo na siebie działała, by tak przejść nad ich relacją zupełnie obojętnie. Ich przypadek był beznadziejny. Jedyne co mogło ich łączyć, to albo nienawiść do szpiku kości, albo miłość do grobowej deski. Żadnych kompromisów.
Omówili warunki pobytu dziewczynki u profesora. Ten miał zadbać o to, aby Matylda pamiętała odrabiać lekcje oraz codziennie wieczorem zdawała matce telefonicznie relacje z jej pobytu w Polsce. Co do jedzenia słodyczy profesor tylko uśmiechał się w duchu, bo doskonale wiedział, że ten zakaz szybko złamie. Miało też nie być żadnych obietnic. I w tym przypadku Falkowicz był całkowicie zgodny z Kasią.
- I żadnych kobiet w mieszkaniu. - dodała na koniec. Andrzej spojrzał na nią rozbawiony spod podniesionych brwi.
- Tego obiecać nie mogę. - dodał, pozornie zachowując powagę. - Moja gosposia mogłaby się poczuć urażona.
Kasia odjechała taksówką na lotnisko, lecz wcześniej jeszcze pożegnała się z małą. Nie kryła swojego wzruszenia, gdyż pierwszy raz oddawała córeczkę na tak długo - świadomie oczywiście. Już tęskniąc opuściła dom profesora i odjechała.
Zostali sami. Andrzej nabrał powietrza w swe płuca. Tym razem było jakieś inne, rodzinne. Z uśmiechem spojrzał na drzwi do sypialni dziewczynki. Jego serce zabiło raz mocniej, jakby chciało o sobie przypomnieć. Ruszył w stronę tych oto drzwi, lecz zdążył zrobić tylko jeden krok, gdyż zachwiał się lekko. Instynktownie sięgnął dłonią ściany i spuścił głowę. Próbował skoncentrować całą swą siłę woli na oddechu i biciu serca. Osunął prawą dłoń po murze i gdy nabrał pewności, że wszystko wróciło do normy i jego poczucie równowagi także - ruszył, lecz teraz wolnym krokiem do pokoju Matyldy, po drodze bezwiednie to zaciskając i puszczając prawą pięść.
- Matyldzia?
- Pojechała? - mruknął ciche "mhm", podchodząc do niej powoli. Zbliżył się do dziewczynki i spojrzał za okno, na które skierowany był teleskop. Słonce powoli stapiało się w horyzont, a niebo rozświetlała rażąca oczy żółć. Na darmo próbował dostrzec gołym okiem to, czego jeszcze nie potrafiła zauważyć dziewczynka za pomocą profesjonalnego sprzętu.
- Widać już coś? - mała jednak pokiwała głową przecząco.
- Chyba przegapiłam. - odrzekła smutno. Falkowicz zacisnął usta trochę zawiedziony, że być może nie dokładnie przeczytał informacje o zbliżającej się asteroidzie. A przecież wystarczyło sprawdzić informacje dwa razy.
- Nie martw się. Następna taka przeleci nam nad głowami. - Matylda nie mogła się nie uśmiechnąć. Jej policzki nabrały krągłości, a delikatne wyżłobienia nad kącikami ust dopiero teraz dały się zauważyć. Oczy miała ogromne, ale jakby przekreślone ciemną linią powiek pod kątem. Już gdzieś takie widział...
- Teraz będzie inaczej, prawda? - dodała, kiedy grymas szczęścia nieco zelżał.
- Ale może lepiej. - Matylda spojrzała na niego zaciekawiona. Uwielbiała ten ton zagadki w jego głosie. - Może teraz będzie lepiej? - podniósł brwi, czym ją zaintrygował, dał do myślenia. W niezwykle dyplomatyczny sposób podniósł na duchu jednocześnie niczego jej nie obiecując. Sam chciał w to wierzyć. Słysząc własne słowa, ten pewny ton, niemal uwierzył.
Siedzieli tak jeszcze długie godziny, rozmawiając o zupełnie nie istotnych rzeczach. O kwestiach, których lekarz dziecku nie powinien mówić i o sprawach kompletnie przypadkowych. Matylda nie była przecież jakimś zwykłym, przeciętnym dzieckiem. Znała jego grafik i czarną listę współpracowników profesora niemal na pamięć. Czasami Falkowicz bezwiednie operował przy niej medycznymi wyrażeniami i łapał się na tym dopiero wtedy, gdy dziewczynka dopytywała o ich definicję. Dla osób niewtajemniczonych bez wątpienia byli ojcem i córką. To zachowanie i inteligencja musiały bowiem płynąc w tej samej krwi.
Gwiazdy i rozmowy zajęły ich do późnych godzin. Mężczyzna przyglądał się jej uważnie, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów w zachowaniu i wyglądzie. Za punkt honoru obrał sobie nauczyć się jej na pamięć w każdym detalu. Jeśli nie będzie jej miał blisko, może wspomnienia dadzą złudzenie jej obecności. Studiował w ciszy gesty, podczas gdy ta stała niemal bez ruchu wpatrzona w gwiazdy.
- Już późno. - zarzucił zegarkiem na lewym nadgarstku. - Powinnaś się już położyć. - dodał, a ta niechętnie, lecz mimo wszystko posłusznie spełniła prośbę Andrzeja. Ułożyła się na prawym boku, a mężczyzna okrył ją kołdrą po samą szyję. Zapalił małą lampkę w kącie pokoju i zgasił światło papierowego żyrandolu.
- Karaluchy pod poduchy. - szepnął i zostawiając na wpół uchylone drzwi opuścił pokój. Mimo późnej pory nie miał ochoty by spać. Z resztą i tak zazwyczaj czekał, aż dziewczynka zaśnie i będzie mógł zgasić światło w jej pokoju. Tym razem zbyt dużo myśli kotłowało się w jego głowie. Zbyt wiele emocji odczuwał na raz. Pogrążony w zadumie zasiadł na swej ulubionej kanapie i pozwolił myślom swobodnie płynąć.






Chyba nigdy nie będę w pełni zadowolona z rozdziału... No Stephan King to ja nie jestem.





23 komentarze:

  1. Po pierwsze przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale postanowiłam sobie zrobić dłuższe wakacje bez dostępu do sieci
    :-)
    Sytuacja przez te części, które mnie nie było zmieniła sie o 180 stopni. Kasia jakby zaczyna zmieniać swoje odczucia wzgledem Andrzeja. Widzi także jak bardzo Matylda jest do mężczyzny przywiązana. On także myśli tylko o niej. Mimo wielu kłopotów ze zdrowiem pragnie być dla dziewczynki ojcem i robi wszystko, aby się nią zajmować. Pewnego czasu nawet chciał idebrać ją matce, bo widział, jak cierpi. Twoje opowiafanie to niekończąca się gra słów. Bardzo ładnie opisujesz poszczególne sytuacje.
    Pozdrawiam Florentyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gra słów to coś co uwielbiam, a denerwuje tych, z którymi rozmawiam ;-)

      Usuń
  2. Jestem pod ogromnym wrażeniem!
    Przeprasza,ale jestem w stanie tylko tyle napisać.
    Pozdrawiam,Julka

    OdpowiedzUsuń
  3. REWELACJA!
    Nie męcz nas już i dodaj next ;) / Maciek

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne... No po prostu śliczne...
    Bardzo zastanawiają mnie te ciągłe wzmianki o zdrowiu Falkowicza... Mam nadzieję, że nic poważnego mu nie będzie...
    I więcej scen Andrzeja i Matyldy razem poproszę! :-)
    N.

    OdpowiedzUsuń
  5. Już się nie moge doczekać:-D
    Florentyna

    OdpowiedzUsuń
  6. Wrzucaj już,to ocenimy :) !!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Co chwilę odświeżam stronę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na blog o na dobre <3 http://ndinz-mylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń