sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 31

Dwójka przyjaciół siedziała naprzeciw siebie w absolutnej ciszy. Niezręczność sytuacji pożerała ich od środka. Chłopak przyglądał się rudowłosej kobiecie ukradkiem, gdy podnosił wzrok z nad kubka, którego z uporem maniaka co raz to się chwytał. Zwykła porcelana, żadne dzieło sztuki, a ten udawał, że naczynie pochłonęło całą jego uwagę. Nagła potrzeba zaspokojenia artystycznej duszy zawładnęła również dziewczynę, lecz w nieco inny sposób. Ona natomiast z ramieniem nonszalancko opartym o oparcie drewnianego krzesła, rozglądała się po okolicznych kamieniczkach, które stały naprzeciwko jej bloku mieszkalnego. Z balkonu, na którym właśnie trwali w ciszy, widać było niewiele z uwagi na nierozważnie posadzone drzewa tuż pod budynkiem, lecz kobieta i tak uparcie obserwowała nieprzysłonięte zielenią skrawki zestarzałych kamienic.
Dziwne było to ich zachowanie, tym bardziej, że uchodzili za porozumiewających się bez słów. Najlepsi kuple w pracy i poza nią. Zawsze razem przy stole i przy barze. Tacy sami.
Realia jednak zmieniły się nieco. On dopiero co wyznał przyjaciółce, co do niej czuje. Od dłuższego czasu nosił w sobie ciężar, jakim było skrywane uczucie, lecz brakowało mu odwagi, by uczynić krok do przodu. Niesłychanie ryzykowny był tenże krok. Wyznając Wiktorii swoje prawdziwe intencje względem niej, miał na uwadze, że od tego czasu wszystko się zmieni. Jeśli ona nie odwzajemni uczuć Adama, on zostanie z niczym. Straci bliską sobie osobę i pogrąży się w samotności. Rozpaczliwie pragnął, by ta wizja nie sprawdziła się jednak. Za nic w świecie nie chciałby zmarnować tego, co bez wątpienia było między przyjaciółmi. Ale... niestety istniała też druga możliwość. Oczywista i bardziej prawdopodobna. Jeśli kobieta lubi go choć odrobinę mniej, wtedy mężczyzna przegra wszystko, co do tej pory ich łączyło.
- Błagam cię Wiki, nie męcz mnie już i powiedz coś w końcu.
- Zastanawiam się tylko co.
- Cokolwiek Wiki, ja muszę wiedzieć na czym stoję. - jak skrzywdzone dziecko ściągnął brwi i przyglądał się dziewczynie spod pochylonej głowy. Sekundy zdawały się być godzinami, a czas przybierał postać nieznośnych tortur.
- Nie usłyszysz ode mnie żadnych deklaracji. - zdjęła ramię z oparcia krzesła i splotła nerwowo dłonie na kolanach. Ona też się denerwowała. - Boję się je składać. - uśmiechając się, wzruszyła pospiesznie ramionami. - Boję się, że nie potrafię już nikomu zaufać. - Spojrzała chwilę na niego swymi wielkimi błyszczącymi od łez oczyma.
- Nawet mnie? - dostrzegł strach w jej oczach i zareagował niemal natychmiast. Kucnął przed nią, łapiąc jej dłonie w swoje, by ogrzać je, a tym samym dać jej znak wsparcia. - Daj mi szanse... - uciszyła go delikatnym gestem, dotykiem jego policzka. Przesunęła dłonią po jego wykrzywionej w grymasie nadziei twarzy, powoli, aż poczuła jak chłopak mimowolnie pochyla się nad jej dotykiem, zatraca.
- Naprawdę chcesz żyć z kimś takim jak ja?
- Nic innego nie przychodzi mi do głowy. - odparł uśmiechając się pogodnie, czym zaraził zmartwioną dotąd kobietę.

Niebieski Citroen Cactus mknął autostradą w kierunku Krakowa, lecz w połowie drogi zjechał na jedną z pobocznych dróg. Zwolnił nieco tępa i kołysał się leniwie na pokonywanych przez siebie przeszkodach. Profesor zerknął w lusterku wstecznym na znużoną nastolatkę, która spod opadających powiek obserwowała mijany krajobraz za oknem. Mężczyzna zmarszczył czoło zatroskany i skierował swój wzrok w poszukiwaniu okolicznych hoteli.
- Co ty robisz? - Kobieta na siedzeniu pasażera zdenerwowana tym, że plan podróży zdecydowanie zmienił swój cel, wspięła się na tyle, na ile mogła na swym siedzeniu, by dostrzec jak najwięcej za oknami auta.
- Trochę zmienimy nasze plany.
- Trochę? To nie jest ten kierunek Andrzej. Gdzie ty nas wieziesz?
- Miej do mnie odrobię zaufania. - zaśmiał się, widząc jej nazbyt wzburzoną reakcję.
- Andrzej... spóźnimy się. - jęknęła. Wszystko było już przygotowane, a szansa jaką mężczyzna otrzymał od kliniki była niemalże wydarta gołymi rękoma, dlatego obawiała się, że eksperymentalne leczenie mogło przemknąć im przed oczami przez chwilę nieuwagi. Zacisnęła dłoń na krawędzi letniego płaszczyka, czując coraz większe napięcie. Coś jej mówiło, że taką nadzieje równie łatwo jak przyszła, tak mogą stracić.
- Nie ufasz mi, co? - zerknął na nią kątem oka, prowadząc jednocześnie auto po wyboistych drogach małego miasta.
- To nie o to chodzi. - pokiwała głową, przymykając jednocześnie powieki. Mężczyzna zacisnął szczęki, wahając się nad tym, co powinien zrobić. Uniósł po chwili swą prawą dłoń, na której zabłyszczała w świetle słońca blada blizna gdzieś na wewnętrznej jej stronie. Wyciągnął pociętą dawniej przez szkło rękę i powoli odnalazł ciepłą skórę lewej dłoni Kasi. Przesunął szorstką skórą, po tej delikatnej u kobiety, na początku lekko, by dać jej szansę ucieczki, lecz po chwili pewniej, mocniej w czułym męskim uścisku. Nie uciekła. Zwarła swe palce pod wpływem napotkanej czułości. Przeszył ją jak prąd dziwny impuls wzdłuż całego ciała, koncentrując się w końcu na mięśniach podbrzusza.
- Po prostu się boje, że... - nabrała powietrza w płuca, po czym dokończyła - że cię stracimy. - Zatroskanym wzrokiem spojrzała na niego. On zmarszczył brwi, zaciskając jednocześnie usta w cienką linię. Zjechał na pobocze, które okazało się parkingiem pod małym hotelem.
- Czy tego chcesz, czy nie, jesteś na mnie skazana. - zdjął dłoń z gałki biegów, by po raz kolejny uścisnąć kobiecą rękę, lecz gdy usłyszał głos Matyldy, zacisnął pięść w powietrzu i cofnął ją do siebie.
- Już jesteśmy?
- Nie, skarbie. Zrobiliśmy mały przystanek, żeby odpocząć. - westchnął gardłowo, zawieszając na moment wzrok na obliczu kobiety. Jej zmartwiona twarz, wpatrująca się w budynek przed nimi, zdawała się taka nieobecna. Jakby zajmowały ją myśli zupełnie nie związane z obiektem obserwacji.
Udali się w końcu całą trójką do holu w niewielkim budynku. Po prawej stronie znajdowała się recepcja, o czym świadczyła długa lada sięgająca aż do łokci i mały staromodny dzwoneczek na niej. Ciemne drewno i perski dywan rozciągający się w stronę szerokich schodów na końcu pomieszczenia dodawały klasy, lecz unoszący się w powietrzu kurz i pozacierane drewno nielicznych tam mebli zdradzały, że tenże hotel lata świetności ma już za sobą. Na prawo zaś, za zaszklonymi drzwiami mieściła się jadalnia, wypełniona jedynie dwoma sporymi okrągłymi stołami i kilkoma krzesłami tuż obok.
- Ale tu strasznie. - dziewczynka od razu złapała matkę za dłoń i przycisnęła swe ciało do kobiety. Nieuzasadniony lęk obudził się w podświadomości dziecka i podpowiadał jej, że powinna obawiać się tego, co kreowała wyobraźnia. Straszne wizje o skrywających się w ciemnych zakątkach postaciach i niewytłumaczalnych szmerach. Najgorsza była jednak fobia obcego dotyku. Nasycając własny strach, Matylda wcisnęła się pomiędzy dwojga rodziców oczekujących na obsługę. Nerwowo rozglądała się za siebie, by dostrzec w porę zagrożenie. - Tato, wracajmy. - z wielkimi oczyma spojrzała w górę na Andrzeja, który rozmawiał właśnie ze starszym mężczyzną, właścicielem dobytku.
- Będziesz w pokoju razem z mamą, a ja tuż obok. - uśmiechnął się do dziewczynki wciśniętej pomiędzy parę. - Matyldziu, chyba się nie boisz?
- Nie będziemy z mamą same w pokoju. - pokiwała stanowczo głową. Mężczyzna ściągnął brwi, zdezorientowany.
- Więc ja mam spać z wami?
- Spać?! - jęknęła kobieta, która miała nadzieje na krótki przystanek. - No to sobie zdążyliśmy...
- No a dlaczego nie? Nie zostawimy cię samego. - wzruszyła bezwiednie ramionami.
Andrzej był przekonany, że dziewczynka uknuła w tym swoją intrygę, choć ona sama naprawdę bała się spać w przestarzałym hotelu bez kogoś, kto mógłby ją obronić w razie potrzeby. Próba zbliżenia do siebie rodziców była w tamtym momencie dopiero na drugim miejscu jej priorytetów.
- Naprawdę nie powinniśmy się zatrzymywać. - kobieta pokręciła głową, patrząc błagalnie na byłego kochanka.
- Spokojnie, zadzwonię i wytłumaczę, że się spóźnimy. Przyda nam się mały odpoczynek. - uśmiechnął się jakoś dziwnie, jakby wymuszenie do Kasi i chwycił za walizki, stojące po jego lewej stronie. Rozeszli się do odnalezionych pokojów na piętrze i zamknęli za sobą drzwi. Profesor odetchnął z ulgą, kiedy w końcu znalazł się na chwilę w odosobnieniu. Wymęczonym krokiem przeszedł pokój i otworzył najbliższe drzwi, za którymi domyślał się znaleźć łazienkę. Niewiele obchodził go wystrój tego wnętrza, który nota bene był elegancko staromodny. Chwycił za szeroką umywalkę i przeniósł na swe dłonie cały ciężar. Zawiesił głowę pomiędzy ramionami, wpatrując się w zamglony obraz kafelek pod jego stopami. Zacisnął silne palce na pożółkłej porcelanie, ignorował mięknące kolana i przeklinał w myślach słabości, nad którymi nie potrafił zapanować. Nabierając trzeźwiący haust powietrza w swe usta, podniósł posiwiałą głowę i przyjrzał się własnemu odbiciu w lustrze. Wyglądał tak źle, że już nie pamiętał jak to jest w ogóle wyglądać dobrze. Nie pamiętał dlaczego przed każdą operacją patrzył z podziwem na własne odbicie w śluzie. Dlaczego tak kochał oglądać siebie w lustrze. Z dawnej pewności siebie pozostały jedynie strzępki, z trudem przekonywał się do tego, że nadal tkwią w nim jeszcze resztki godności.
Poszarzałe spojrzenie i opadnięte powieki, wyschnięta na wiór skóra i zwiotczałe policzki. Sądził, że nie pozostało mu nic z czaru, jaki w sobie dawniej nosił, za jakim przepadały kobiety.
- Nie mazgaj się. - mruknął do mężczyzny na przeciwko. Odzyskując stabilność w nogach przeszedł do pokoju, by wyjść z walizki niewielkie pudełeczko. Małe plastikowe strzykawki zabłyszczały w świetle. Wyjął jedną z nich i napełnił lekiem z małej szklanej buteleczki. Minimalnie przekroczył sugerowaną przez specjalistów dawkę, ignorując przy tym możliwość wystąpienia skutków ubocznych po zażyciu specyfiku. Przetarł wybrane miejsce na wewnętrznej stronie przedramienia i wbił igłę w zdezynfekowane miejsce. Skrzywił się mimochodem, gdy zaciskał w dłoni strzykawkę.
Odetchnął z ulgą, mając nadzieje, że lek jaki sobie zaaplikował zapobiegnie zawrotom głowy i zniweluje choć trochę ból, który odczuwał w klatce piersiowej.
- Jeszcze tylko kilka godzin. - westchnął, zaciskając powieki gdy kolejna fala otępienia rozmazywała mu obraz.
Wieczorem ułożył się wygodnie w szerokim łóżku. Nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji, przewrócił się w końcu na prawy bok, tuż przy skraju materaca. Wsunął złożone dłonie pod głowę i marszcząc swe krzaczaste brwi, zawiesił spojrzenie na pustej ścianie. Myślał intensywnie o swojej przyszłości, gdyż istniała możliwość, że takowa przed nim będzie. Wyobrażał sobie, jak stoi na tarasie i spogląda na swój ogród, w którym bawi się jego córka, a Kasia uśmiecha się na jego widok. Niczego więcej nie pragnął, jak tylko ujrzeć jej uśmiech. Wtedy tylko miałby pewność, że wybaczyła mu wszystkie krzywdy, jakie jej wyrządził. To, że ją zostawił przed laty i okłamał. Chciałby mieć pewność, że nie przysparza jej bólu, lecz daje szczęście. Mógłby wtedy wybaczyć sam sobie i odetchnąć z ulgą.
Usta mężczyzny powoli wygięły się w łuk, gdy wyobraźnia posunęła mu kolejną wizję przyszłości. Lecz było to marzenie tak śmiałe, że nie starał się go zatrzymywać. Szybko ulotniło się z jego umysłu i chwilę później szczerze życzył sobie, aby któregoś dnia stało się ono prawdą. Wysoce nierealną póki co, ale... chciałby, by owa wizja stała się kiedyś faktem.

- Zobaczysz, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Ta kobieta to taka femme fatale. Pociągnie Andrzeja na samo dno. - rudowłosa energicznie wrzucała ubrania do walizki. Adam przyglądał się jej spod ściągniętych brwi, poprawiając jej porozrzucane niechlujnie ciuchy w torbie. - To się źle skończy, mówię ci Adaś. - pokręciła nerwowo głową zwijając w dłoniach jedną z bluzek.
- Dlaczego tak się na nią uwzięłaś?
- Jesteś ślepy tak samo jak twój brat. Nie widzicie, że ta cała Smuda to zło wcielone? Jasne, że nie. Wy widzicie tylko ładny tyłek i cycki. - prychnęła pod nosem, zamykając opróżnioną szafkę.
- Nie uważasz, że za bardzo się nakręcasz? - już nieco zniecierpliwiony chłopak, dopiął pękatą walizkę i ułożył kolejną przed sobą, by pomieścić resztę rzeczy Consalidy. - To ich życie, a my teraz mamy własne. - złapał od tyłu rozdygotaną z nerwów kobietę i ucałował jej zarumieniony policzek. - Wyluzuj. - szepnął. Ona rozluźniła dłonie, a materiał, jaki w nich trzymała upadł bezszelestnie na panele. Wypuściła ciężko powietrze z płuc.
- Nie chce żebyś sobie pomyślał, że sfiksowałam na jej punkcie. Ja nie mam żadnej obsesji, po prostu się martwię. - wyrzuciła z siebie na jednym tchu.
- To przestań. - Wiktoria prychnęła słysząc tę radę.
- Dzięki. - żachnęła. - Ale nie potrafię.
- Dlaczego? - odsunął się od niej poirytowany. Gdzieś w środku czuł ogromną zazdrość o swojego brata. Bał się, że kobieta nadal podkochuje się w Andrzeju i pragnie do niego wrócić. Świadomość tego, że przed laty tych dwoje łączył romans, była dla niego bolesną drzazgą w sercu. Nikt nie wygra ze starym uczuciem, gdyż ono żyje wyobraźnią, tym jak mogłoby ono wyglądać, gdyby drogi kochanków nie rozeszłyby się. Marzenia kreują nierealną wizję i dlatego tak trudno zapomnieć o starych miłostkach.
Adam żył niespełnioną miłości odkąd poznał swą rudowłosą przyjaciółkę i zdawał sobie sprawę z siły podświadomości.
- Adaś... - westchnęła. Ujęła jego twarz swymi zimnymi dłońmi i spojrzała w jego oczy bezsilnie. - Jak można wybaczyć komuś coś takiego, jak odebranie dziecka? Jak on mógł jej zaufać po czymś takim?
- To chyba nie do końca takie proste, jak ci się wydaje. - zsunął jej dłonie ze swej twarzy i zamknął w uścisku, by oddać im trochę swojego ciepła.
- To jest proste. Wyjechała i nie wróciła. Nie dała mu możliwości pożegnania się z własną córką. Na litość, przecież opiekował się Matyldą przez ponad rok!
- Ale wróciła. - zauważył, choć argumenty rudowłosej były niepokojąco przekonujące.
- Skąd taka pewność, że na stałe?
- Andrzej też miał swoje za uszami. - próbował znaleźć logiczne wyjaśnienie.
- Jeasus! I co to zmienia? - wybuchła. - Andrzej zachował się jak należy, a tamta nie dała mu szansy. Takiego faceta powinna po rękach całować! - krzyknęła, po czym energicznym ruchem zasunęła zamek drugiej walizki. Nic nie było w stanie jej przekonać do innej racji. - Dobra, ja mam wszystko. Teraz jedziemy po twoje rzeczy.
Adam spojrzał na rudowłosą, czując ogromne wyrzuty sumienia. Może rzeczywiście za szybko zaufali Kaśce? Może ta kobieta wcale się nie ma czystych intencji względem jego brata i po raz kolejny wbije mu nóż w plecy? A ten jak nigdy wcześniej potrzebował wsparcia. Adam przywołał w myślach chwilę, kiedy to dostrzegł na parkingu szpitalnym białe auto brata. Zaintrygował go wtedy zapalony silnik i uchylone okno od strony kierowcy, choć było naprawdę zimno. Podszedł i ujrzał go z głową bezwładnie opartą o zagłówek. Chłopak był wtedy tak podekscytowany nową panienką, że nie dostrzegł jak bardzo rozbity jest jego brat. Dopiero teraz, gdy sięgał pamięci wstecz, ujżał te zbłąkane oczy i bezradny wyraz twarzy. Potem ta zakrwawiona dłoń, dopiero ona go zaniepokoiła, lecz nadal nie miał prawa domyślać się, że zraniona ręka była niczym w porównaniu z tym, co mężczyzna wtedy odczuwał.
Zatem pytanie brzmi - czy można jej zaufać jeszcze raz?

Jakiś szelest zbudził go w środku nocy, a sen miał tak lekki, że równie dobrze mógłby to być jego własny oddech. Wiedziony przeczuciem obrócił się na drugi bok i ujrzał zbliżające się do jego łóżka dwie kobiety. Obie zabawnie przestraszone.
- Możemy spać z tobą? U nas coś straszy. - wyjaśniła ta młodsza, która już wślizgnęła się pod kołdrę. Zaskoczony spojrzał teraz na Kasię, która stała chwilę niepewnie.
- Co? Chyba nie sądziłeś, że zostanę tam sama. - i ona wsunęła się pod kołdrę, która ledwo zakrywała ją całą. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, czując jak dziewczynka pomiędzy nimi przytula się skulona do jego ciała. Lecz uśmiechał się nie tylko dlatego, że tak lubił, kiedy mała czyniła te swoje czułe gesty względem niego. Uświadomił sobie, że właśnie jedna z jego wizji przyszłości stała się rzeczywistością.









Przedostatnia część. Treść nie odnosi się do obecnych wydarzeń z serialu, choć takie możecie mieć wrażenie. No cóż - zbierzność. Ale nie zabronie Wam porównań. ;)
Dodam, że opowiadanie zaczęłam pisać po 612 odcinku i do niego wszystko się zgadza. Potem to już tylko moja wybujała wizja przyszłości profesora Falkowicza.






15 komentarzy:

  1. No,no kasia i andrzej coraz bliżej,ale końcowa scena...brak słów do opisania chociaż mnie zaskoczyła szczerze mówiąc,oczywiście w dobrym znaczeniu :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie
    z jednej strony nie mogę się doczekać nexta a z drugiej to będzie koniec :')
    Mam nadzieję że w kolejnej części Andrzej nie umrze i stanie się coś co zbliży go z Kasia tak bardzo. I może jakieś deklaracje hahah no i wreszcie będzie szczęśliwy bo jeszcze go takiego nie widziałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, hm... Podsunęłaś mi parę pomysłów ;)
      No i na długo się nie żegnamy ;)

      Usuń
  3. Ja jestem ciekawa jak to będzie dalej..bo jednak naszemu profesorowi w życiu za dobrze się nie wiodło..rodzinnym oczywiście .. ale wydaję mi się że tutaj jest możliwość zmiany na lepsze !! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy tylko ja pi przeczytaniu świata seriali mam wrażenie że to prima aprilis...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nadal jestem w szoku. Patrze na zdjęcia i już chce obejrzeć odcinek. ;)

      Usuń
  5. Ja nie obejrze raczej bo nie chce się denerwować. Nadrobię jak wszystko się dobrze skończy XD o ile tak się stanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, że ja nie będe miała innej możliwości. Jeśli nie znajde sposobu na obejście blokad polskich stron w Anglii, czeka mnie długi post od serialu. I zapewne obejrze kolejne odcinki z Falkowiczem dopiero po powrocie. :/

      Usuń
    2. Jejku... CUDOWNIE! <33
      Jest tak pięknie... Między Adamem i Wiki, a także Falkowicz i Kasia są coraz bliżej... No po prostu pięknie! <3
      Nie wierzę, że to przedostatnia część...
      Chyba tyle, bo tak na razie nie jestem w stanie zebrać myśli ;-)
      N.

      Usuń
  6. Cudo cudo cudo cudo cudo cudo cudo *.*
    Nie mogę uwierzyć, że to już prawie koniec :'(
    Może napisałabyś coś (jakąś dłuższą wzmiankę) o przeszłości i dzieciństwie Falko? Jestem ciekawa, jak inni sobie to wyobrażają, a nikt nigdy o tym nie pisze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://historia-fady.blogspot.com/2016/01/rozdzia-18.html?m=1
      Kilka urywków ze wspomnień Andrzeja znajdziesz w 18. rozdziale i jeden dłuższy w 17.
      Naturalnie jeśli chcesz mogę jeszcze coś napisać ;)

      Usuń
    2. Mogłabyś dać coś więcej :p

      Usuń
  7. Dasz dziś może jakiś fragment tego ostatniego rozdziału? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie dzisiaj, bo to chyba za szybko, to mogłabyś powiedzieć kiedy można się spodziewać fragmentu ? Weekend?

      Usuń
  8. Przepiękna część! Gratuluję, mam nadzieję, że Andrzej w końcu zazna spokój w gronie rodzinnym(On,Matylda i Kasia)!
    Liczę bardzo na to.No cóż, szkoda, że to będzie już ostatni rozdział :( Będzie mi smutno, ale mam nadzieję, że jak wrócisz do Polski to z kolejnymi pomysłami na pisanie nowych opowiadań! :) Czekam na finał,mam nadzieję, że może dziś lub jutro? Całuję!

    OdpowiedzUsuń