sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 30

Mężczyzna otworzył szafę z koszulkami, lecz po chwili namysłu zamknął ją dziwnie czymś zniesmaczony. Ten rodzaj garderoby nie będzie mu potrzebny tam, dokąd właśnie się wybierał. Spakował więc bieliznę i kolejną piżamę na zmianę, a mimo to torba nadal wydawała mu się dziwnie pusta. Choć było w niej już wszystko, czego potrzebował na ten krótki wyjazd. Wrzucona do środka kosmetyczka zawierała zaledwie kilka rzeczy, a oglądając je po raz kolejny, jego analityczny umysł zawyrokował ostatecznie, że już właściwie niczego więcej nie musiał ze sobą zabierać. Chwycił pewnie za sflaczały bagaż i ruszył w stronę wyjścia z garderoby.
- Proszę. - zatrzymał się w sypialni, gdzie czekała na niego Matylda.
- Twoja książeczka? - spojrzał na okładkę, na której widniał doskonale znany mu tytuł "Mały Książę"
- Pożyczę ci ją, żebyś miał tam co czytać. - odparła pewnie.
- Twoja ulubiona. - zaskoczony przyjrzał się uważnie książce, którą sam podarował córce jakiś czas temu. Przemknęło mu nawet przez myśl, że małej nie spodobał się podarunek, lecz było to nie możliwe. Sama przecież wielokrotnie dopominała się, aby ojciec poczytał jej powieść znaną obojgu niemal na pamięć.
- Też ją lubisz. Sam mówiłeś.
- Bardzo. - usiadł obok dziewczynki. - Ale czy nie będzie ci jej brakować? Mama też może ci poczytać...
- To jest nasza książka. Wolę, kiedy to ty mi ją czytasz. - dziewczynka zdecydowanie była czymś przybita. I wcale nie chodziło tu o utratę ulubionego przedmiotu, o utratę osoby, która tak ciekawie czytała na dobranoc, lecz o coś więcej.
- Matyldziu... - westchnął, widząc iskierki złości w jej jasnych oczach. - To tylko na chwilę. Ona jednak w odpowiedzi tylko wzruszyła ramionami. Tłumaczono jej już tysiące razy, że to wyjazd na leczenie, który nie będzie niczym ciekawym dla tak małej dziewczynki. Mówiono, że będzie się tam tylko nudziła i z utęsknieniem liczyła dni do powrotu.
- Skarbie... - zaczął kolejny raz. - Dobrze, porozmawiam z mamą. - radość w jej oczach nieco podniosła go na duchu. Nie mógł oprzeć się jej urokowi. Mała potrafiła złamać go, nawet kiedy ten zdecydowanie szedł w zaparte. Tym razem również nie starczyło mu sił, by być odpornym na jej magnetyczne spojrzenie. Objął nastolatkę ramieniem i uśmiechnął się do niej. Ta szybko odpowiedziała mu podobnym wyrazem twarzy, równie szczerym i pogodnym.
- Co ja z tobą mam, co? - puścił pytanie gdzieś mimochodem, nie licząc na odpowiedź, ale dziewczynka wzruszyła ramionami, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Z tobą też nie jest tak lekko. - mężczyzna zaskoczony słowami usłyszanymi z ust córki, uniósł swą brew do góry powoli, nieśpiesznie. Zdumiała go w pierwszej chwili rezolutność małej, lecz gdy zdał sobie sprawę z prawdziwości jej słów, zaśmiał się szczerze.
- Tak, ja też nie byłem najlepszym... ojcem. - ostatnie słowo mimo wszystko dodał z małą niepewnością. Uśmiech na jego twarzy powoli gasł, gdy w umyśle wyświetlały się pojedyncze obrazy z przeszłości. Wracały wspomnienia, które dopiero teraz zaczęły uwierać. Były momenty, w których mógł popełnić ogromne błędy i tylko cud sprawił, że ich uniknął.
Wyrzuty sumienia na nowo obudził w nim dzień, kiedy to zamierzał spotkać się z prawnikiem, by omówić jego szanse, na pozbawienie Kasi praw rodzicielskich. Nie wiedział, czy posunąłby się do czegoś takiego, gdyby nie jego pamiętny wypadek, który zdarzył się w drodze do mecenasa. Teraz pytanie - czy miał szczęście?
I gdy poleciał do Stanów. Czy byłby wtedy gotowy uprowadzić Kasi dziewczynkę? Bo nawet taką ewentualność podpowiadała mu jego desperacja.
- Nigdy nie miałam innego taty. I chyba nie chciałabym mieć. - dodała nieśmiało, uśmiechając się przy tym krzywo. Mężczyzna zacisnął usta, wyginając je jednocześnie w łuk. I już był pewien, że nie zdołałby skrzywdzić tej małej istoty. Nie potrafiłby pozbawić jej szczęścia i odebrać jej matkę. Dziewczynka gasiła w jego sercu wszelkie zaczątki egoizmu, dlatego nie mógłby posunąć się do tak samolubnego czynu. Nie raz już cierpiał samotność; zniósłby i taką jeśli tylko wiedziałby, że dzięki temu mała nie jest nieszczęśliwa. Największą zbrodnią, jaką mógłby wyrządzić Matyldzie to odebranie jej osoby, którą tak kocha.
- Wiesz, że bardzo cię kocham? - przyznał, a jeszcze nigdy nie wyznał tego córce.
- Wiem. - odparła.
- To dobrze. Nigdy o tym nie zapominaj. - pochylił się nad dziewczynką i ucałował ją w czubek głowy.

Na wyjazd do Krakowa ostatecznie zgłosiło się jeszcze paru innych chętnych. Konkretnie to Adam i Kasia, która tłumaczyła się tym, że nie mogłaby zostawić Matyldy pod opieką brata Andrzeja. Argument wydał się wszystkim wystarczająco wiarygodny, by nie domyślać się innych pobudek takiej decyzji ze strony Smudy.
- To tylko kilka dni. - westchnął profesor, gdy okazało się, że zamierza mu towarzyszyć znacznie więcej osób niż sądzono początkowo.
- Zrobiłam jeszcze kanapki z szynką. - kobieta zapakowała przygotowany prowiant do jednej z toreb. - Lubisz? - odwróciła się w stronę Andrzeja. - Och, no to sobie wyjmiesz. - dodała, gdy mężczyzna bezradnie pokiwał głową.
- Powinniśmy już wyjeżdżać. - zarzucił złotym zegarkiem na lewym nadgarstku. Nie znosił się spóźniać, a wiedział że jeśli za chwilę nie wsiądą do samochodu, będą musieli pędzić przez autostradę, nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Nie raz już odbywał długie podróże i zdawał sobie sprawę z tego jaka to katorga - nie tylko dla niego, ale także dla dziecka.
Dopił ostatni łyk kawy, ignorując przy tym krzywe spojrzenie Kasi. Podszedł do niej od tyłu, co w pierwszym momencie przestraszyło kobietę.
- Boisz się mnie? - uśmiechnął się szczerze zdumiony jej reakcją.
- Skądże panie profesorze. - Usiłowała zakamuflować przyspieszony oddech. Nie spodziewała się po nim takiego zachowania, dlatego też zlękła się jego bliskości.
- Dlaczego właściwie mi pomagasz? - drążył. To pytanie było jedynym, na które nie potrafił znaleźć właściwej odpowiedzi. Nie miał już pewności, czy kobieta nadal coś do niego czuje, bo wysyłała mu sprzeczne sygnały co do tego. To z kolei wywoływało falę wspomnień u Andrzeja, jeszcze z czasów ich płomiennego romansu. Wtedy to Kasia też wydawała mu się tajemnicą. Ciągle zmienna. Raz trzymająca na dystans, a raz z szaleństwem w oczach. Tyle, że obecnie nie potrafił dostrzec tego drugiego. Czasem jakby zobaczył cień radości w jej oczach na jego widok, ale zaraz potem znikał. I nie wiedział, czy to co widział było tylko złudzeniem, czy może głęboko skrywaną emocją.
Sam gubił się w analizach jej zachowania, dlatego jedynym dobrym rozwiązaniem dla rozwiania jego wątpliwości mogła być rozmowa.
- To chyba jasne. - zdenerwowana wzruszyła ramionami, w sposób jaki robi to również jej córka.
- Nie dla Matyldy, nie z wdzięczności. - rzucił szybko. - Chce wiedzieć dlaczego tak naprawdę wciąż tutaj jesteś. - dodał pewnie. Kobieta odwróciła się w jego stronę, tak by mogła teraz spojrzeć mu prosto w twarz. Miał zaciętą minę i przymrużone oczy. Powaga jakiej oboje się poddali zwiastowała chwilę prawdziwej rozmowy. Od tak dawna nie mieli okazji porozmawiać zupełnie szczerze, bez niedopowiedzeń i tylko o nich dwojgu. Stali tak intensywnie wpatrując się w siebie, mając w głowie chwilę z przeszłości i przyszłości. Byli kochankowie na ten moment okazali się sobie tak znajomi, że ona w końcu nie wytrzymała tej chwili intymności. Jakby ze wstydem spuściła wzrok i przymknęła powieki.
- I co ja mam ci powiedzieć? - westchnęła, a ton jej głosu zdradził, że to nie wstyd, lecz bezradność odczuwała. On chwycił jej podbródek, by mogła spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnął się pocieszająco i dodał
- Że wszystko naprawimy. - przyciągnął ją do siebie i przytulił jak za dawnych lat. - Że kiedy to wszystko się skończy, usiądziemy i porozmawiamy. Naprawię wszystko, co spieprzyłem. Powalczę o to, żebyś znowu mi zaufała. - mruknął nad jej głową, zaciskając dłonie na jej plecach, tak jak zawsze ściskał Matyldę, jej córkę. W tamtej chwili obie wydawały mu się takie bezbronne. Może dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo dziewczynka przypominała mu Kasię. I gdy za każdym razem patrzył w oczy małej, widział w niej ukochaną sprzed lat. Może dlatego nigdy nie był w stanie rozstać się z przybraną córką?
Kobieta otarła ukradkiem łzę, która spływała po jej policzku. Choć wciąż udawała twardą, to coś w niej pękło, już nie potrafiła sprzeciwić się emocjom. Choć wmawiała sobie, że to co czuje jest jedynie przywiązaniem do starego kochanka, to coraz bardziej wątpiła w swoją rację.

Patrzył na nią przeszywająco, gdy ona podawała mu torbę, którą mężczyzna miał włożyć do auta. Kobieta była pewna, że jej oczy nadal są przekrwione i wilgotne od łez, które przelała ukradkiem. Sądziła, że właśnie to zainteresowało Andrzeja i dlatego tak intensywnie ją obserwował. Spuściła więc wzrok, byle tylko on nie mógł przyglądać się jej słabościom, choć ten pewnie już dawno ją przejrzał.
Mężczyzna z kolei zastanawiał się, czy aby nie skrzywdził Kasi jakimś słowem wypowiedzianym przez przypadek. Nie znosił, kiedy kobieta płacze, tym bardziej jeśli robi to przez niego. Dawno temu przysiągł sobie, że nigdy do tego nie dopuści, ale okazuje się, że krzywdzenie płci przeciwnej przychodzi mu z niespodziewaną łatwością.
Zbliżył się do niej z zatroskaną miną, wyciągając rękę w stronę jej włosów, by odgarnąć ich kosmyk za ucho.
- Zrobiłem coś nie tak? - szepnął, gdy z domu wyłoniła się pozostała dwójka towarzyszy wyprawy. Kasia uśmiechnęła się pospiesznie, ocierając szybkim ruchem kąciki oczu.
- To nie to. - odparła, pozostawiając Andrzeja z tym niedopowiedzeniem. Odeszła od niego, by wsiąść do auta. Falkowicz natomiast tkwiąc w zamyśleniu pakował kolejne walizki, należące do Adama i Matyldy.
Jego uwagę przykuł jednak samochód, który podjechał pod dom profesora. Po chwili dobrze mu znana postać wysiadła z auta i zarzuciła swymi rudymi pasmami na lewe ramie.
- Mówiłeś jej? - pochylił się nieznacznie nad młodszym bratem, lecz ten pokiwał przecząco głową.
- Pewnie Gawryło. - Adam był chyba najbardziej zaskoczony z nich wszystkich obecnością Consalidy. Wiktoria zmierzając w stronę przyjaciół, obdarzyła jeszcze szatynkę na siedzeniu pasażera przelotnym i zdecydowanie chłodnym spojrzeniem. Nie ulegało wątpliwości to, że lekarka nie pałała sympatią do pani mecenas.
- Hej, mam szczęście, że was jeszcze zastałam. - uścisnęła zdumionych panów i przyjrzała się ich twarzom.
- Coś się stało? - starszy chirurg przymknął klapę bagażnika.
- Nie, dlaczego? Chciałam się z wami jeszcze pożegnać przed wyjazdem. - zaczesała długimi palcami włosy na tył głowy i zwróciła swą piegowatą twarz w stronę słońca, by złapać pierwsze tak ciepłe promienie wiosenne.
- Za parę dni jesteśmy z powrotem. - odpowiedział, zerkając mimochodem na wyjątkowo małomównego brata. - Chyba, że nie liczyłaś na mój powrót moja droga. - zaśmiała się szczerze nadal zwrócona w stronę słońca. Włożyła obie dłonie do kieszeni swych spodni, po czym przeniosła swój wzrok na mężczyzn przed nią.
- To ja wyjeżdżam. Na zawsze. - Adam uchylił nieco usta i pobladł nieznacznie. Z oczyma niczym pięciozłotówki wpatrywał się jakby sparaliżowany w Wiktorię.
- Dokąd?
- Do Hiszpanii. Wrócę do córki, poszukam tam jakiejś pracy, a potem zobaczę.
- Zwariowałaś. - skwitował profesor.
- Może. - zmarszczyła brwi. - Ale już podjęłam decyzję. No i dziękuję ci za pomoc. Wiesz jaką. Bez ciebie nie poradziłabym sobie z tym wszystkim. - rzuciła, gotowa do odejścia. - Kasia z wami jedzie? - dodała jeszcze ściszając głos, by kobieta w środku nie mogła jej usłyszeć. - Uważaj na nią, dobrze ci radzę. Nie ufam jej.
- Na szczęście nie będę już musiał słuchać twoich dobrych rad. - odparł oschle. Consalida spojrzała na przyjaciela, którego oblicze w momencie zmieniło się w to chłodne. Zastygła w bezruchu, po czym mruknęła niewyraźne słowa pożegnania i ruszyła w stronę otwartej bramy.
- Wiktoria! - krzyknął za nią Adam. Jego brat już tylko z daleka obserwował, jak chłopak podbiega do rudowłosej i namiętnie jej o czymś tłumaczy. Starszy chirurg zasiadł przed kierownicą i przyglądał się ze spokojem żywo gestykulującemu brunetowi i jego rudowłosej miłości. Tak, Andrzej od początku zdawał sobie sprawę z tego, co łączy tę dwójkę, choć jeszcze wtedy żadne nie potrafiło przyznać się do tego przed samym sobą.
- Wygląda na to, że zostajemy sami. - rzekł spokojnie.
- Co masz na myśli? - Kasia zupełnie nie rozumiała sytuacji, jakiej była świadkiem. Mężczyzna tylko uśmiechnął się pod nosem przeczuwając, co za chwilę nastąpi.
Krajewski podszedł do samochodu brata i pochylił się nad otwartym oknem.
- Nie mogę z wami jechać. - oznajmił ciężko. Nie było mu łatwo podjąć taką decyzję. W końcu zostawiał brata w chwili, gdy ten potrzebował wsparcia.
- Chcesz polecieć z nią do Hiszpanii? - Adama szczerze zaskoczyły słowa brata. - Znam cię nie od dziś braciszku. - dodał, widząc jego zdumioną minę.
- Andrzej... - szczerze żałował, że nie mógł być z bratem w Krakowie. - Trzymaj się. - chwycił go za ramię, mając coraz większe wyrzuty sumienia. Bał się, że coś pójdzie nie tak i widzi Falkowicza po raz ostatni.
- Ty też.






Daje tyle ile mam. Gdy będę mogła opublikuję resztę.
Czekam na Wasze opinie ;) ... I pytania jeśli takie są.

Pozdrawiam ciepło!





13 komentarzy:

  1. Super rozdział!! :) Jestem ciekawa jak to dalej będzie,w końcu andrzej i kasia,sami wyjeżdżają.. hmmm zaskakujesz,nie powiem ;D może będą razem? jestem bardzo ciekawa i nie mogę się doczekać nextu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Patrycją :)

    Mam tylko nadzieję, że Smuda nie wywinie mu jakiegoś numeru, bo na to nie zasłużył!!!

    Życzę błogosławionej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie wiem juz co pisac zawsze to samo haha kazda nowa czesc jest najlpesza i jak zwykle im dluzej sie czeka tym lepiej smakuje,
    pozdrawiam i czekaam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku, brak mi słów po prostu! <3
    Andrzej nie jest w stanie odmówić córce niczego. I w końcu powiedział, że ją kocha... A mała jest w stanie swojemu tacie nawet ukochaną książkę dać :')
    Kasia i Falkowicz sa coraz bliżej... Oby tylko tym razem niczego nie zepsuli! Muszą porozmawiać, przestać uciekać... Chcą poczekać, aż to wszystko się skończy, ale po co? Nie mogą porozmawiać już, teraz? Mają czas, niech go nie marnują!
    W każdym razie mocno im kibicuję i wierzę, że Andrzej pokona chorobę. W końcu ma dla kogo żyć. Więc musi walczyć!
    Co ta Consalida wymyśliła? Jaka Hiszpania? Chce tak po prostu wyjechać? Zostawić tu wszystko?
    I jeszcze Adam chce z nią jechać. Bo ją kocha. Ech... Nie wiem, czy to najszczęśliwszy pomysł... Nie mogli by zacząć tutaj, od początku? Ale skoro mają być szczęśliwi, to niech jadą. Jak już kiedyś wspomniałam uwielbiam tą parę, więc... :-D
    Tylko błagam, nie psuj niczego! Nie psuj tego, co jest między Kasią i Andrzejem, między Wiki i Adamem. I nie uśmieracaj Falkowicza! ;-)
    Pozdrawiam i życzę weny! :-)
    N.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z tobą ;) jestem ciekawa bardzo czy oni będą razem czy Nie.. No oczywiście mówię tu o Kasi i Andrzeju

    OdpowiedzUsuń
  6. dopiero wczoraj odkrylam twojego bloga... cudo, przeczytalam wszystkie czesci i jestem pod wrazeniem, mam nadzieje ze nastepna czesc pojawi sie niedlugo

    OdpowiedzUsuń
  7. BOSKA TY i część!!!!! To jak dziś next? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy next> :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Dasz fragment rozdziału jak zawsze? :) :)

    OdpowiedzUsuń
  10. nie mogę się doczekać *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. Postaram się dzisiaj o jakiś godny uwagi fragment ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie dziś może ten fragment? :)

      Usuń
    2. Nie wiem czy opłaca się Wam czekać. Może być naprawdę późno... :/

      Usuń