sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 1

   

      Był cichy i spokojny wieczór... nie to zbyt banalne. Ale w istocie taki właśnie był. Pan profesor Andrzej Falkowicz siedział w swym gabinecie po cichu dumając nad czymś ciężko. Z zamyślenia wyrwał go jednak telefon. Zmarszczył nieznacznie brwi i przechylił się leniwie w stronę owego urządzenia, by sprawdzić kogo nazwisko widniało na wyświetlaczu. "Katarzyna Smuda" przeczytał w myślach, po czym zacisnął szczękę - a mógł to zauważyć tylko wprawiony obserwator. Chwycił za urządzenie i cisnął nim o ścianę, a ono w rezultacie roztrzaskało się na drobne części.
-Cholera - mruknął pod nosem swym basowym głosem. Co prawda nie chciał wyżywać się na Bogu ducha winnej komórce. Koniec końców nie rozwiązywało to przecież jego problemów. Co więcej - stał się jeszcze bardziej poddenerwowany.
Uderzył z pięści w swe masywne biurko, ignorując ból jaki sam sobie przy tym zadał.
Musi boleć- pomyślał. Musi boleć. Za twoje błędy Falkowicz.
Westchnął głęboko i z rezygnacją podszedł do części, które jeszcze niedawno zwały się telefonem, a teraz leżały pod drzwiami do gabinetu profesora.
Spojrzał na zbity wyświetlacz. Zacisnął powieki i dłonie w pięści.
- Nie daruje - syknął, po czym rzucił pokrwawionym kawałkiem szkła i szarpnął za klamkę do drzwi jego gabinetu.
Ludzie ze strachem w oczach mijali go na korytarzu. Gdy tylko na niego spojrzeli od razu spuszczali wzrok, bojąc się, że ciekawość mogłaby ich to kosztować życiem.
I pewnie mieli racje, lecz profesor nie miał teraz głowy do tego, by szukać sobie przypadkowych ofiar. Najważniejsze, że schodzili mu z drogi. Nie zabierali tym samym jego cennego czasu, który teraz planował poświęcić komuś innemu. Pewnej kobiecie, która zmieniła jego życie w koszmar. Kobiecie która dała mu wszystko i odebrała jeszcze więcej. Zabrała kawałek jego duszy, jego serca. Pozbyła go sensu życia. Nigdy wcześniej nikogo tak nie nienawidził. Ci którzy myśleli, że był on potworem, tak naprawdę nie zdawali sobie sprawy z tego, jak bardzo się mylą. Tak, dobrze czytacie. On potworem dopiero się stawał. Wszakże każdy człowiek w mniejszym lub większym stopniu dąży do stateczności majątkowej. Każdy kłamie i rani drugą osobę. Im starszy jest tym mniej wrażliwym na innych się staje.
Problem pojawia się wtedy, gdy kogoś naprawdę pokochamy i na tym uczuciu się zawiedziemy. Człowiek, któremu wyrywa się miłość razem z sercem staje się własnym cieniem. Jego oczy robią się czarne, a dusza matowieje. Umiera za życia i staje się potworem.





Wstęp do mojego opowiadania już poznaliście. Mam nadzieje że zaintrygował i będę mogła liczyć na wasze zainteresowanie. Licze na komentarze, nawet na krytykę ale konstruktywną. :-)


8 komentarzy:

  1. Zapowiada się interesująco czekam na nexta..

    OdpowiedzUsuń
  2. Początek intrygujący. Czekam na rozwój wydarzeń. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. fajne dodaj proszę szybko nexta -----> heh <3 ale serio fajne mam nadzieje że dalsze części będą jeszcze lepsze

    OdpowiedzUsuń
  4. fajne dodaj proszę szybko nexta -----> heh <3 ale serio fajne mam nadzieje że dalsze części będą jeszcze lepsze

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawie się zapowiada czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczyna się ciekawie:) czekam na cześć 2
    Florentyna

    OdpowiedzUsuń